Show w siedzibie wrocławskiej prokuratury okręgowej przypominał ten sprzed dwóch tygodni, gdy w Warszawie Jerzy Engelking relacjonował przebieg wydarzeń na 40. piętrze hotelu Marriott. Było mnóstwo dziennikarzy, kamery, ekran i rzutnik, za pomocą którego objaśniano szczegóły śledztwa.
Sam Ziobro poinformował o akcie oskarżenia, który na razie obejmuje 34 osoby (spośród 98 wszystkich zatrzymanych). Są one zamieszane w handel meczami piłkarzy Arki Gdynia, klubu należącego do Ryszarda Krauzego. Ten wątek śledztwa wyłączono do osobnego postępowania.
- Czy oskarżenie jedynie Arki ma związek z tym, że to klub należący do oligarchy? - zapytaliśmy ministra. Uchylił się od odpowiedzi. Błyskawicznie wyręczył go zastępca prokuratora apelacyjnego we Wrocławiu Adam Gomoła: - Terminy procesowe obligowały nas, aby zakończyć właśnie ten wątek, który jest najlepiej udokumentowany. Decyzję o wyłączeniu z całego dochodzenia Arki Gdynia podjęła wrocławska prokuratura apelacyjna już w czerwcu.
Ziobro nie wchodził za bardzo w szczegóły śledztwa. Mówił o nim ogólnikowo. Opowiedział o bojach, jakie przez ostatnie miesiące wymiar sprawiedliwości toczył z nieuczciwymi sędziami i działaczami sportowymi. Dziękował i gratulował wrocławskim policjantom i prokuratorom. Ale gdy wymieniał nazwiska najbardziej zasłużonych śledczych, m.in. siedzącego obok Roberta Tomankiewicza i nieobecnego w piątek Krzysztofa Grzeszczaka, zawiesił głos, tak jakby słyszał je po raz pierwszy w życiu.
Podkreślał też własne zasługi. - To ważny moment. Moja obecność tutaj jest świadectwem zainteresowania walką z korupcją, która jest w naszym kraju wielkim problemem. Ale także korupcją w piłce nożnej, w walkę z którą byłem zaangażowany od początku. Przywiązywałem do tej sprawy szczególną wagę dlatego, że - nie ukrywam - byłem współautorem tego przepisu, który pozwolił prowadzić to śledztwo. Włożyłem w jego przeforsowanie wiele sił. W związku z tym żywo interesowałem się tym śledztwem, od samego początku.
Wielokrotnie podkreślił też udział Lecha Kaczyńskiego w rozbiciu piłkarskiej mafii. - To dzięki niemu są obecnie w Polsce przepisy pozwalające zwalczać korupcję w sporcie. Zabiegał o ich wprowadzenie w 2003 roku, gdy był ministrem sprawiedliwości.
Ziobro pominął milczeniem okres, gdy w śledztwie w sprawie korupcji w polskiej piłce wydarzyły się rzeczy kluczowe, m.in. prowokacja policyjna zorganizowana przy współpracy z prezesem GKS Katowice, która zapoczątkowała śledztwo. Ale rząd tworzyła wówczas koalicja SLD-UP, a ministrem sprawiedliwości był Grzegorz Kurczuk.
Minister nie zgodził się z sugestią, że jego obecność we Wrocławiu to po prostu kampania wyborcza: - Gdzie indziej realizowane też są bardzo ważne przedsięwzięcia przez polską prokuraturę, także medialne. Mogłem tam jechać, ale niestety nie jestem w stanie się podzielić.
No i patrząc w kamery powtarzał jak mantrę znane słowa: - Będę konsekwentnie wykonywał to, co do mnie należy. Będę działał zgodnie z prawem i walczył z patologiami, przestępczością i korupcją, choć wielu się to nie podoba.
Komentuje Mirosław Maciorowski
Ziobro, zdolny uczeń Kurskiego
Minister Ziobro podczepił się pod sukcesy wrocławskich prokuratorów, bo to się opłaca. W piątek, choć było widać, że nie bardzo orientuje się, o co tak naprawdę w całej sprawie chodzi (jedyne co w kółko powtarzał, to to, że jest ona skomplikowana i wielowątkowa), sprawiał wrażenie, jakby od początku ją nadzorował. To oczywiście nieprawda.
Minister po prostu po raz kolejny wykorzystał pracę prokuratury do własnych celów politycznych. Byliśmy świadkami najzwyklejszego mityngu wyborczego Ziobry z jej udziałem. Przypisywanie sobie przez polityków PiS cudzych zasług powoli staje się regułą. Niedawno Jacek Kurski do osiągnięć PiS zaliczył pomysły Romana Giertycha, za co ten ostatni ośmieszył go przed Sejmem. Teraz jego śladem podążył Ziobro.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław