Na wrocławskie ulice wyrusza codziennie 513 pojazdów MPK, a w nich 23 osoby zatrudnione przez Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta na stanowisku kontrolera biletów (są dwa wakaty).
- Przez dwa lata nigdy nie spotkałem w tramwaju kontrolera. Dlatego przestałem kasować bilety. Nie kupuję też miesięcznych, bo nawet jeśli mnie w końcu złapią, to już i tak sporo zaoszczędziłem - usłyszeliśmy od jednego z pasażerów, pana Marcina.
- Jeżdżę codziennie na trasie pl. Grunwaldzki -
Rynek. Rzadko spotykam kontrolerów, ale i tak zawsze to te same osoby: kobieta i mężczyzna. Już ich rozpoznaję. Dlatego wiem, kiedy mam skasować bilet, a kiedy nie muszę - mówi pan Tomek.
- Słyszałam, że studenci w akademikach składają się co miesiąc po złotówce na karę dla nieszczęśnika przyłapanego na jeździe na gapę - opowiada pani Iwona. - Wszystkim się to opłaca, bo taki mandat zdarza się wyjątkowo rzadko.
Jednak Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta nie widzi w tym problemu. - Nieważne, ilu jest kontrolerów. Liczy się skuteczna egzekucja kar za jazdę bez biletu - przekonuje Bartosz Małysa, dyrektor ZDiUM. - Sam fakt, że kogoś złapiemy, nic nie daje. Zostanie spisany, ale dalej czuje się bezkarny, dopóki nie będzie musiał zapłacić. Jedynie to może zniechęcić do jazdy na gapę.
ZDiUM zapewnia, że udaje mu się wyegzekwować karę u 85 proc. osób przyłapanych bez biletu. Tyle że kontrolerzy wyłapują w ciągu miesiąca zaledwie 2 tys. gapowiczów na ponad 15 mln przejazdów.
Piotr Kuczyński z komisji komunikacji we wrocławskiej radzie miejskiej twierdzi, że według szacunków komisji co druga osoba jeździ po mieście na gapę: - Gdyby wszyscy korzystający z komunikacji miejskiej płacili za przejazd, bilety mogłyby stanieć do złotówki. A tak miasto musi dopłacać aż 120 mln zł rocznie, by utrzymać MPK, bo tak małe są wpływy ze sprzedaży biletów.
Jeszcze kilka lat temu we Wrocławiu działało około 120 kontrolerów. Ale byli to pracownicy firm, z którymi ZDiK (poprzednik ZDiUM) podpisywał umowy. - Musieliśmy z nich zrezygnować, bo wpływało mnóstwo skarg od pasażerów, że przekraczają swoje uprawnienia - mówi dyrektor Małysa. - Oczywiście, kontrolerów mogłoby być więcej, ale miasto stać tylko na tylu - tłumaczy.
Tymczasem Kraków, który ma aż 150 kontrolerów, od lat współpracuje z kilkoma firmami zewnętrznymi. - To dla nas bardzo korzystne - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik tamtejszego MPK. - Miasta nie byłoby stać na zatrudnienie tylu pracowników. A zażalenia możemy szybko wyjaśnić dzięki monitoringowi w pojazdach.
Kontrolerzy kontra pasażerowie** Kraków
200 tramwajów i 450 autobusów - 150 kontrolerów
** Poznań
160 tramwajów i 230 autobusów - 55 kontrolerów
** Szczecin
86 tramwajów i 199 autobusów - 50 kontrolerów
** Wrocław
186 tramwajów i 327 autobusów - 23 kontrolerów