Emilka została poddana zabiegowi przeszczepu szpiku na początku grudnia walczy teraz z poważną infekcja grzybiczą. Na jej leczenie potrzeba aż 40 tysięcy złotych miesięcznie. Takich pieniędzy nie ma Akademicki Szpital Kliniczny, któremu podlega Klinika Hematologii i Onkologii Dziecięcej.
- Dlatego pieniądze zbieramy sami - mówi Jacek Myślecki ojciec dziewczynki. - Otrzymujemy datki od przyjaciół, od ludzi, którzy usłyszeli o naszych kłopotach. Od tych, którzy w deklaracji PIT przekazali jeden procent podatku dla Emilki - dodaje.
NFZ umywa ręce
Według prawa, przez pierwszy miesiąc leczenie po przeszczepie finansuje Ministerstwo Zdrowia. Teraz płacić za nie powinien NFZ. Jednak Maciej Biardzki dyrektor ds. lecznictwa mówi, że do funduszu nie wpłynęły żadne rachunki za kurację dziecka. - Jeżeli jest złożony rachunek niezwłocznie za niego płacimy, ale z tego co się dowiaduję nie otrzymaliśmy żadnych dokumentów - dodaje.
Bogusław Beck ze Szpitala Akademickiego tłumaczy, że zbyt szanuje czas swoich lekarzy żeby ci produkowali sterty negatywnie rozpatrywanych dokumentów. Dodaje, że to zupełnie nowe stanowisko funduszu. Beck zapewnia jednak, że to kwestia dni, by odpowiednie materiały dotarły do NFZ.
Niepewność jutra
Na razie leku dla Emilki starczy na 10 dni. Został kupiony z pieniędzy fundacji Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową.
Każdy z nas może wspomóc kurację dziewczynki. Wszystkie informacje można znaleźć na www.emilka.org