Aneta Augustyn: Zachustowała Pani męża?Małgorzata Wojciechowska: Na początku się bał. Oponował, twierdził, że mu się nie uda, że to nie dla facetów, że dziecko wypadnie i będzie nieszczęście. Teraz bez problemu nosi syna w chuście na plecach. Mężczyzn trudniej przekonać, ale dziś także przyszli na warsztaty ze swoimi dziećmi.
Chusty kojarzyły mi się z Afrykankami, które nie rozstają się z dziećmi zamotanymi na plecach czy brzuchu. Skąd ten pomysł u nas?W kulturach pierwotnych na całym świecie tak właśnie kobiety noszą maluchy. W Europie moda zaczęła się w latach 70. w Niemczech. Ktoś przywiózł ten pomysł po obserwacji Indian w rezerwacie w USA. Rzecz szybko chwyciła, właśnie w Niemczech zaczęto produkować pierwsze na naszym kontynencie chusty. Teraz szyje je także kilka firm w Polsce. U nas chustonoszenie rozwija się od trzech lat, włącza się w to coraz więcej Polek.
Lepiej dziecku w chuście?I dziecku, i rodzicowi. Maluch znajduje się w pozycji bezpiecznej dla jego kręgosłupa i stawów. Można zamotać nawet noworodka, tylko fałdą tkaniny trzeba mu podtrzymać główkę. Starsze dzieci mogą już wysuwać z chusty rączki. W nosidełku dzieciak jest sztucznie wyprostowany, w pozycji nienaturalnej dla jego kręgosłupa. W chuście jest zdrowiej i bliżej rodzica - bliżej jego ciepła, bijącego serca. Niemcy zrobili badania, z których wynika, że "chustowane" dzieci mniej płaczą, rzadziej dokuczają im kolki, są bardziej wyciszone. Obserwują świat z pozycji dorosłego, uczestniczą w nim aktywniej niż leżąc w łóżeczku. To także stymuluje ich rozwój intelektualny.
Dla rodzica to również ulga, bo nie musi co chwila wyciągać z łóżeczka płaczącego dziecka, tylko może stale mieć je przy sobie. Ciężaru nie czuć, bo rozkłada się równomiernie na barkach, plecach i biodrach, zupełnie jak dobrze dobrany plecak. Z dzieckiem w chuście można gotować, siedzieć przed komputerem, robić zakupy, chodzić po górach. Ma się wolne ręce i dużo swobody.
Do którego roku życia transportuje się je w ten sposób?Filip ma już dwa lata i nadal go tak noszę. To duża wygoda na wyjazdach. W górach i na plaży wózki się raczej nie sprawdzają, a chusta tak. Nosidełka są mniej ergonomiczne, no i swoje ważą. Z chust robimy hamaki i huśtawki na balkon czy do ogrodu, a w razie potrzeby służą też jako parawany i koce na plaży.
Jak się mota chustę?Wygląda jak wydłużony romb z bawełny, długi na pięć metrów. Chusty są z wytrzymałych atestowanych tkanin. Jest ponad 20 rodzajów wiązań, których właśnie uczymy. Najmłodsze dzieci nosi się z przodu, starsze na plecach. Można także oprzeć je na biodrze. Chusta dodatkowo grzeje, więc i rodzic, i dziecko muszą się do niej ubrać lżej niż zwykle. Uczę tego wszystkiego na warsztatach, które potrwają do piątku, w ramach Międzynarodowego Tygodnia Bliskości.
Kto go wymyślił?Amerykanie z Babywearing International, organizacji non profit, która promuje chustonoszenie. Wrocław włączył się w to po raz pierwszy, poprzez Klub Kangura, który powstał u nas we wrześniu. To grupa kilkunastu rodziców, którzy spotykają się w każdą ostatnią sobotę miesiąca. Tym razem dzielimy się wiedzą z wszystkimi zainteresowanymi. Do piątku w BlaBla Cafe przy ul. Wesołej mamy dyżury chustowe: pokazujemy, na czym polega chustonoszenie, jakie są rodzaje chust, na miejscu można je przetestować albo pożyczyć do domu. W sobotę o ich walorach opowiedzą dodatkowo rehabilitant dziecięcy i lekarz.
Szczegóły na:
www.klubkangura.com.pl