Tak surowe kary dla uczestników zadymy zapowiada dr Krzysztof Rudno-Rudziński, prorektor PWr ds. studenckich: - Będziemy bezwzględni, winni muszą się liczyć z tym, że skreślimy ich z listy studentów.
Do wielkiej zadymy z udziałem studentów doszło w środę, dzień przed inauguracją juwenaliów i tradycyjnym pochodem na wrocławskim rynku. Przy akademikach politechniki przy ul. Wittiga, w tzw. Wittigowie, odbyło się wtedy tzw. wielkie grillowanie - impreza organizowana spontanicznie przez samych studentów. Nie było jej w oficjalnym programie juwenaliów, nie firmowały jej też ani władze politechniki, ani samorząd studentów, a jedynym "legalnym" punktem wieczoru był plenerowy koncert zorganizowany przez klub studencki Bajer.
Po zakończeniu imprezy pijany tłum ruszył w stronę miasta. Ryczący na całe gardło wulgarne okrzyki, zataczający się studenci całkowicie zablokowali ulicę Wróblewskiego. Wyrywali znaki drogowe, w agresywny sposób zaczepiali postronnych przechodniów, a nawet zatrzymali autobus. Niektórzy próbowali wymuszać od kierowców zablokowanych samochodów pieniądze za przejazd. Gdy ci nie chcieli płacić, studenci wchodzili na dachy ich aut, kładli się na maskach albo trzęśli samochodami.
- Mamy film, na którym widać te wydarzenia. Przekażemy go władzom uczelni, żeby pomogły zidentyfikować osoby, które brały w nich udział - mówi Wojciech Wybraniec z komendy wojewódzkiej policji. - W sumie w nocy ze środy na czwartek nasze patrole wylegitymowały około pół tysiąca osób, a zatrzymały 16.
- Czekamy na materiały z policji, przeanalizujemy je i niezwłocznie podejmiemy kroki, by ukarać winnych - zapowiada prorektor Rudno-Rudziński.
Oprócz kar nałożonych przez władze politechniki, na studentów czekają zarzuty prokuratorskie - za zniszczenie mienia, zakłócanie porządku publicznego, posiadanie środków odurzających oraz wymuszanie pieniędzy.
W "Wittigowie" grillowali jednak nie tylko studenci politechniki, ale też innych wrocławskich uczelni, którzy też uczestniczyli w zajściach na Wróblewskiego.
Prof. Bogusław Fiedor, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego: - Jeśli okaże się, że była tam nasza młodzież, to nie będziemy takiego zachowania tolerować i jeśli normy zostały złamane, surowe kary na pewno będą.
Powściągliwa jest prof. Teresa Łoś-Nowak, prorektor Uniwersytetu Wrocławskiego ds. studenckich. Na pytanie, czy uczelnia ukarze uczestników zadym, odpowiada wymijająco: - Gdyby brali w nich udział nasi studenci, to już bym o tym wiedziała, bo specjalnie się tym interesowałam. Na razie o takich przypadkach nic nie wiem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław