Joanna Rajkowska jak mało który artysta ma wyczucie przestrzeni. Potrafi dostrzec możliwości w miejscu, które mija codziennie tysiące ludzi, nie poświęcając mu uwagi. A potem potrafi odmienić to miejsce, zaczarować. Tak było z rondem de Gaulle'a i palmą. Tak jest teraz z Dotleniaczem. -
Dotleniacz miał się wpisać w pl. Grzybowski, nie miał być aż tak surrealny jak palma. Ale w obu projektach obecny jest element fikcji, święta i nierealności. Zarówno palma, jak i Dotleniacz to jest wzięcie rzeczywistości w nawias. To jest święto. Święto w mieście - mówiła Joanna Rajkowska w wywiadzie w "Gazecie Stołecznej".
Palma stała się wydarzeniem. Nie tylko wzbudziła mnóstwo dyskusji, ale też trafiła na pocztówki i do przewodników turystycznych. Jest szansa, że podobnie będzie z Dotleniaczem. To miejsce już oswoili sąsiedzi, żydzi odwiedzający synagogę i ulicę Próżną, katolicy idący na mszę do kościoła Wszystkich Świętych czy biznesmeni z okolicznych biurowców. Ich drogi przecinały się na placu Grzybowskim, nigdy jednak nie zatrzymywali się, by wspólnie posiedzieć obok siebie na designerskich ławkach w ozonowej mgiełce nad oczkiem wodnym otoczonym kwiatami.
Ale Dotleniacz to coś więcej niż instalacja artystyczna - to też, podobnie jak w przypadku palmy, udana próba pobudzenia dyskusji na temat przestrzeni miejskiej: jej wyglądu, zadań, pomysłów na jej zagospodarowanie.