T-34 stoi na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 6 z drogą prowadzącą do Piaśnicy - miejsca, gdzie w 1939 i 1940 r. Niemcy rozstrzelali około 12 tys. Polaków. Na maszynie znajduje się tablica upamiętniająca walki o Wejherowo w 1945 r. Rok temu jeden z księży rzucił pomysł, aby w miejscu, gdzie stoi obecnie rosyjska maszyna, wybudować kapliczkę w intencji ofiar Piaśnicy. Pomysł chwycił. Prezydent miasta Krzysztof Hildebrandt postanowił przenieść czołg ze skrzyżowania na skraj miejskiego parku. Nową lokalizację zaakceptowali kombatanci, którzy przy okazji wynegocjowali postawienie przy nim tablicy, informującej o parametrach czołgu i jego znaczeniu na polach bitewnych. Tabliczka miała zawierać także nazwiska wszystkich żołnierzy 1. Brygady Pancernej Wojska Polskiego, poległych podczas wyzwalania Ziemi Wejherowskiej. Tymczasem przeciw pozostawieniu czołgu w Wejherowie zaprotestował trójmiejski oddział młodzieżowego stowarzyszenia konserwatywno-liberalnego KoLiber.
- Ze zdziwieniem przyjmujemy fakt, iż władze Wejherowa chcą, kosztem podatników, usytuować w parku symbol sowieckiej okupacji - mówi Bogusław Gosz, wiceprezes trójmiejskiego oddziału KoLibra.
W sobotę w centrum miasta doszło do konfrontacji obrońców i przeciwników czołgu. Zwolennicy pozostawienia maszyny przynieśli transparent z napisem "Łapy precz od czołgu". Osoby pragnące zniknięcia T-34 wywiesiły napis "Wyzwolenie = zniewolenie".
- Niezależnie od ówczesnej opcji politycznej, należy pamiętać, że w 1. Brygadzie Pancernej służyli Polacy, którzy ponieśli krwawą ofiarę za uwolnienie Ziemi Wejherowskiej z rąk Niemców. Z kilkuset czołgów, które wyjechały z Lęborka, do Gdyni dotarło zaledwie kilka - mówi jeden z kombatantów. - Usuwanie czołgu i zacieranie tamtej historii to taka sama manipulacja, jak wymazywanie w PRL-u pamięci o żołnierzach II Korpusu. To smutne, że znowu ćwiczymy to samo.
Próby przekonania przeciwników do swoich racji trwały kilkadziesiąt minut. Potem obie grupy spokojnie rozeszły się do domów.
- Najlepiej będzie, jeżeli, mimo protestów, maszyna pozostanie w mieście. Jeżeli jednak w Wejherowie nie będzie dla niej miejsca, to możemy ją zabezpieczyć na terenie gminy - mówi Michał Wierzbicki z Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznych. -
To przedostatni T-34 w Trójmieście. Łatwe pozbywanie się takiego zabytku, w imię doraźnych korzyści politycznych, jest po prostu niedopuszczalne.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto