Reporterzy "Gazety" przeprowadzili proste testy w największych polskich miastach. W maju i sierpniu mierzyli czas przejazdu z osiedli-sypialni do centrum miasta. Pomiary odbywały się w piątek w godzinach szczytu i w weekendy. I tak, w Poznaniu średnia odległość, jaką muszą pokonać kierowcy z Piątkowa (jadąc ul. ks. Mieszka I, Przepadek i al. Niepodległości) do centrum, to 8,4 km. W weekend na pokonanie takiej trasy wystarczyło 13 min. Szybko, bo w 20,5 min, jechaliśmy też w wakacje. Ale już pomiar z majowego piątku w godzinach szczytu nie napawa optymizmem - 37 minut! Ale to i tak nie najgorzej - w Warszawie z osiedla-sypialni do pracy jedzie się autem 78 min, a w Krakowie 46.
Z pomiarów reporterów wynika, że średnia prędkość poruszania się samochodem po Poznaniu wynosi 21,4 km na godz. Porównywalnie jeździ się po Łodzi i Olszytnie, natomiast wolniej np. po Gdańsku (14,6 km na godz).
Co nas spowalnia na drogach? Oczywiście korki. Czy zastanawialiście się, ile tracimy stojąc w korku? Nie tylko czasu i nerwów, ale pieniędzy. To się da obliczyć. Na przykład w Bułgarii korki kosztują miliard euro rocznie. Ustaliła to rządowa Agencja Efektywności Energetycznej. Ile Polacy tracą przez stanie w gigantycznych ciągach aut - też można łatwo oszacować. Według danych Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, w Unii Europejskiej przypada 450 aut na każdy tysiąc mieszkańców. W Bułgarii jest zarejestrowanych około 3,5 mln aut. W Polsce - niemal 16 mln (dane Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego z maja 2008 r.), a więc ponad cztery razy więcej. Jeśli więc Bułgaria traci miliard, my - zachowując proporcje - możemy pożegnać się nawet z czterema miliardami euro. A tyle wydała Portugalia na organizację mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2004 r.
Dlatego "Gazeta" w całym kraju proponuje: Pomóżmy sobie w korkach! Jak? Na początek proponujemy nowy znak w kodeksie drogowym. Przetestował go już Marek Dworak, zastępca dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Znak stoi na Zakopiance i się sprawdza. Piktogram "jazda na zamek" jest prosty, ale skuteczny. Przyspiesza ruch, rozładowuje korki. Oczywiście - jeśli kierowcy go przestrzegają. - Stosują go państwa wyżej rozwinięte komunikacyjnie niż my. Na przykład Niemcy - u nich to jest, zdaje się, siódmy artykuł kodeksu drogowego. I Austria - tam nakaz jazdy na zamek błyskawiczny jest ujęty bodaj w dziewiątym artykule - recytuje z pamięci Dworak. - Aż prosi się, żeby wprowadzić go u nas.
Na czym polega jazda "na suwak"? - Wyobraźmy sobie dwupasmową jezdnię, zwężającą się stopniowo, by przejść w jeden pas. Mamy wówczas dwa pasma ruchu: prawy, bardziej obstawiony autami, i lewy - w Polsce praktycznie niewykorzystywany. Lewym przemykają kierowcy, żeby wepchnąć się na czoło kolumny po prawej. Pomysł polega na tym, żeby jechać dwoma pasami do zwężenia, a potem naprzemiennie - jak zazębiające się ogniwa w zamku błyskawicznym. Wtedy można rozładować korek, płynnie wjechać, gdy pas się kończy, rozładować zablokowane skrzyżowanie itd. - wylicza.
W Poznaniu niedawno Zarząd Dróg Miejskich ustawił znak "jazda na suwak" przed remontowanym wiaduktem Franowo i na ul. Hetmańskiej przy zwężeniu podczas remontu. Jaki był efekt? - Zauważyliśmy, że część kierowców zastosowała się do tego znaku. Nie było już takich cwaniaków, którzy w ostatniej chwili wciskali się z jednego pasa na drugi - mówi Jerzy Nawrocki, miejski inżynier ruchu. - I ten znak powinien właśnie przede wszystkim wpływać na zachowanie kierowców - dodaje.
Gdzie w Poznaniu można by ustawić znak "jazda na suwak"? - Na pewno przy remontach, natomiast w jakim konkretnym miejscu, trudno tak na gorąco powiedzieć - mówi Nawrocki, ale zapewnia, że ZDM rozważy propozycje poznaniaków.
Zapraszamy do dyskusji
* Gdzie w naszym mieście można od razu postawić znak "jazda na suwak"?
* Jak jeździć, żeby korki były mniejsze?
* Czy zgodziłbyś się, żeby odkorkować centrum, wprowadzając opłaty za wjazd do niego?
* Czy jeździłbyś jednym autem z sąsiadem?
* Co robić w korku?
Czekamy na listy: czytelnicy@poznan.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań