Kilka miesięcy temu ratusz zlecił agencji Eskadra opracowanie strategii promocji Olsztyna. Urzędnicy zapłacili za nią 180 tys. zł. Mimo że pieniądze zostały wydane i nie wiadomo, czy strategia zostanie wykorzystana, wciąż dużo jest głosów krytykujących to, co przygotowali fachowcy.
ROZMOWA O PROMOCJI Tomasz Kurs: Po co ten spór o strategię promocji Olsztyna? Kazimierz Brakoniecki: Bo dotyczy ona wszystkich mieszkańców Olsztyna, a nie tylko pracowników ratusza. Powstała za nasze pieniądze i będzie kształtowała nasz wizerunek na zewnątrz. Tymczasem w czasie przygotowań zabrakło elementarnego szacunku dla mieszkańców.
Gdzie tkwi błąd? - Twórcy nie włożyli wysiłku, żeby do pracy zaangażować społeczność miasta. Olszyn jest zbyt biernym miastem, żeby ograniczyć się do zaproponowanej przez Eskadrę formy konsultacji w ratuszu. Standardowe działania nie wystarczą, bo ludzie są zmęczeni polityką i nie ufają urzędnikom. Za mało było spotkań, nie było nawet specjalnej strony internetowej. Nie wolno narzucać swojego zdania. Na przykład stowarzyszenie
Borussia w ogóle nie było zapraszane na konsultacje, choć też przygotowuje działania promocyjne.
Co się panu nie podoba w propozycji specjalistów? - Eskadra twierdzi, że hasło, które wymyślili - "Przestrzeń radości" [to ono ma promować Olsztyn - red.] - zaskakuje. Owszem, ale w negatywny sposób. Jako mieszkaniec czuję się upokorzony takim traktowaniem. Radość jest pojęciem na tyle enigmatycznym i uniwersalnym, że nie niesie w sobie żadnej tożsamości i nie kreuje nowych trendów. Festiwal serów, latawców i święto wiosny, czyli wymyślone przez agencję wydarzenia, dzięki którym o Olsztynie ma być głośno, to pomysły żałosne i nic niewnoszące. Strategia nie bierze zupełnie pod uwagę tego, co my, mieszkańcy, chcemy. Moim zdaniem praca Eskadry była zupełnie niepotrzebna i nieprzydatna. Dziwił mnie cynizm i demagogia przedstawiciela tej firmy [w czasie środowej debaty o promocji Olsztyna, która odbyła się w Kamienicy Naujacka - red.]. Nie przyjmował on w zasadzie żadnych głosów sprzeciwu. Nie mogę wręcz spać po tej prezentacji. Boję się, że to, co zostało przygotowane, będzie teraz realizowane mimo wszystkich zastrzeżeń. Należy to powstrzymać.
Co pan proponuje w zamian? - Według mnie strategia promocji miasta powinna powstawać wspólnie ze strategią powiatu i województwa. Chodzi przecież o nasze wspólne dobro. Jako stolica regionu musimy być wizytówką Warmii i Mazur. Mamy Kopernika, Herdera, Nowowiejskiego... Jesteśmy za mali, więc powinniśmy działać wspólnie.
Jak więc budować strategię? - Ja bym szukał punktów wyjścia na trzech płaszczyznach: Olsztyn jako miasto uniwersyteckie, miasto ogród-park oraz miasto kultury. Trzeba pokazać, że Olsztyn to miasto z charakterem, istniejące w porozumieniu z przyrodą, która przenika się z architekturą i kulturą. Tutaj urodził się
Erich Mendelsohn, wokół którego można organizować spotkania z architektami z całego świata. Także twórczość Feliksa Nowowiejskiego przeżywa renesans. A mamy filharmonię, wokół której można organizować życie muzyczne, festiwale. Są też spotkania "Śpiewajmy poezję". Uniwersytet może prowadzić przemyślaną politykę przyznawania tytułów doktora honoris causa dla tych, którzy przydają miastu autorytetu. Nie powinniśmy się nastawiać na masową turystykę, lecz prezentować jako miejsce, gdzie przyroda i kultura tworzą krajobraz bliski człowiekowi. Dlaczego Olsztyn nie mógłby się stać stolicą sportu? Dlaczego nie ma tu biegów narciarskich, przełajowych? Olsztyn powinien stać się bramą dla całej Warmii i Mazur. Właśnie taką symboliczną rolę widzę dla naszego miasta. Tymczasem otrzymaliśmy tandetną wizję Olsztyna, pozbawioną tożsamości.
Kazimierz Brakoniecki jest autorem pojęcia Atlantyda Północy, które jest już powszechnie używane na określenie wyjątkowości terenów dawnych Prus Wschodnich