Sześciolatek na pierwszaka: mało chętnych

Emilia Romaniuk
20.04.2011 , aktualizacja: 20.04.2011 20:20
A A A Drukuj
Jesteśmy pierwsza klasa. Ślubowanie pierwszoklasistó 2008 r.

Jesteśmy pierwsza klasa. Ślubowanie pierwszoklasistó 2008 r. (Fot. Agnieszka Sadowska)

Dokładnie 390 - tyle sześciolatków trafi od września do pierwszej klasy w Białymstoku. To ponad dwa razy więcej niż rok temu, ale wciąż mało
SERWISY
To ostatni rok, kiedy rodzice sami decydują, czy chcą zapisać dziecko do szkoły, czy też jeszcze nie. Od września 2012 roku posłanie sześciolatka do pierwszej klasy będzie już obowiązkowe.

Mimo zabiegów białostockiego magistratu (kampania promująca posłanie 6-latków do szkół), jak i samych szkół (dni otwarte, konsultacje) rodzice, którzy zdecydowali się przenieść dziecko z przedszkola do szkoły, wciąż są mniejszością.

Z danych miejskiego departamentu edukacji w Białymstoku wynika, że póki co w tegorocznej rekrutacji na listach przyjętych w szeregi pierwszych klas widnieje - 390 sześciolatków (16 proc. ogółu dzieci w tym wieku). To co prawda zdecydowanie więcej niż rok temu (wówczas zgłoszono ok. 150 dzieci) czy dwa lata temu (nieco ponad 60 zapisów), ale przy ogólnej liczbie około 2,4 tys. sześciolatków w mieście, to wciąż nie jest dobry wynik.

- A ja uważam, że to całkiem niezły rezultat. Zwłaszcza że z roku na rok ta liczba sześciolatków w pierwszych klasach rośnie - komentuje decyzje rodziców Wojciech Janowicz, dyrektor miejskiego departamentu edukacji, i dodaje. - Myślę też, że liczba sześciolatków zapisanych do szkół jeszcze się zwiększy. Z doświadczenia minionych lat wiem, że sporo rodziców podejmuje takie decyzje jeszcze w maju, czerwcu, a nawet w sierpniu.

Rodzicem, który - jak sam mówi - na 90 proc. jest pewien, że od września pośle syna do pierwszej klasy, jest pan Tomasz, ojciec sześcioletniego Patryka.

- Mamy w rodzinie nauczycielkę, która na bieżąco informuje nas, jak teraz wygląda nauka w podstawówce. Wiem, że poziom i wymagania się opuściły, więc sądzę, że mój syn sobie poradzi. Zresztą w domu podszkalamy go z czytania i liczenia. Gdyby został w przedszkolu, to za rok na pewno w szkole by się nudził - argumentuje tata Patryka i dodaje. - Nie mówiąc o tym, że za rok, jak nastąpi kumulacja sześcio - i siedmiolatków, to może być niezły "sajgon" w szkołach.

Odnośnie do tłoku w szkołach zdania wśród samych pracowników podstawówek są podzielone. Jedni zachowują stoicki spokój i chwalą sale dla najmłodszych uczniów, jakie stworzyli, oraz place zabaw wybudowane w ramach ogólnopolskiego programu "Radosna szkoła". Inni boją się, że rzeczywiście logistycznie w 2012 będzie trudno.

- Jeden z dylematów to taki, czy tworzyć klasy mieszane [obecnie tak jest, że sześciolatki uczą się razem z siedmiolatkami - red.], czy oddzielne, bo przecież między uczniami będzie rok różnicy. A w przypadku rozwoju dzieci to sporo. Obawiam się też, że na szkolnym korytarzu będzie ciasno. I może dojść do tego, że trzeba będzie układać plan lekcji na dwie zmiany, a w przypadku najmłodszych uczniów to nie jest wskazane - dzieli się uwagami jedna z nauczycielek kształcenia zintegrowanego w klasach I-III.

Szef miejskiego departamentu edukacji zapewnia, że ciasno w 2012 roku w białostockich podstawówkach nie będzie.

- Mamy moce i możliwości. Po prostu w szkołach powstanie więcej oddziałów. Jesteśmy na to przygotowani - puentuje dyrektor Wojciech Janowicz.