Kampania "Ratujmy kasztany 2010" rozpoczyna się dzisiaj i potrwa 14 listopada. Akcja polega na systematycznym grabieniu i sprzątaniu liści kasztanowców - bo to właśnie w liściach zimują poczwarki szrotówka kasztanowcowiaczka. Szkodnik ten dotkliwie atakuje drzewa, a walkę z nim - mniej lub bardziej skutecznie - prowadzi większość miast w Polsce.
Szrotówek sprawia, że drzewa chorują, usychają i obumierają.
Trzy lata temu po raz pierwszy na wybranych drzewach w mieście białostocki magistrat nakazał zawiesić specjalne lepy (opaski nasączone mieszanką kleju i feromonów płciowych wydzielanych przez samice szrotówka); gdy wiedzione zapachami samce wejdą na folię, kończą tam swój żywot.
W tym roku w pobliżu miejsc, gdzie kasztanowców rośnie najwięcej, miejski departament ochrony środowiska powiesił budki dla ptaków w nadziei, że wprowadzą się tam np. sikorki, które pomogą magistratowi w walce ze szkodnikiem.
Jednak wielu specjalistów od zieleni podkreśla, że to systematyczne i dokładnie grabienie liści, a potem pakowanie ich w szczelne worki i usuwanie z miejsc, gdzie rosną drzewa, jest najskuteczniejszym sposobem walki ze szrotówkiem.
Kasztanów w mieście rośnie sporo, stąd każda para rąk przy takim grabieniu liści się liczy. W poprzednich edycjach akcji "Ratujmy kasztany" uczestniczyło kilkadziesiąt białostockich szkół.
Wszyscy zainteresowani wzięciem udziału w tegorocznym, jesiennym grabieniu liści muszą wypełnić formularz ze strony www.bialystok.pl i przesłać go do departamentu ochrony środowiska przy ul. Branickiego 9 (pok. 303) w Białymstoku.
Więcej szczegółowych informacji na temat akcji można uzyskać w departamencie ochrony środowiska pod nr. tel. 85 869 65 19.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok