- To dla nas wielki krok na drodze do spełnienia coraz wyższych wymogów w zakresie ochrony środowiska. Zakład pomoże okolicznym gminom poradzić sobie ze śmieciami, będzie więc służył ochronie Puszczy Białowieskiej - cieszy się burmistrz Hajnówki Anatol Ochryciuk.
Do Poryjewa trafiać mają odpady z powiatu hajnowskiego oraz kilku gmin powiatów bielskiego i białostockiego, czyli z terenów, które miały duży problem z pozbywaniem się śmieci zgodnie z przepisami. Zakład został wybudowany w taki sposób, by można było wykorzystać jak największą ilość odpadów. Najpierw trafią więc na mechaniczne sita, gdzie odsiany zostanie z nich piasek i gruz. Potem elektromagnesy wydobędą ze strumienia śmieci metale żelazne. Resztą zajmą się sortowacze, ręcznie szukając metali nieżelaznych, plastiku, tektury czy odpadów organicznych. Część zostanie sprzedana skupom surowców wtórnych, część trafi na kompost bądź jako biomasa energetyczna do hajnowskiej ciepłowni.
- W województwie działają dwa podobne zakłady. Tam średnio odzyskuje się kilkanaście procent z ogólnej masy śmieci. My liczymy na 30, a nawet więcej - deklaruje burmistrz Ochryciuk.
Reszta odpadów, tzw. balast, po rozdrobnieniu i sprasowaniu w półtonowe kostki trafi na pole składowe. Jedno powstanie w Poryjewie, gdy uda się wybrać i posortować zgromadzone tu wcześniej odpady.
- Równolegle, trzy kilometry dalej, wybudujemy nowe. Mamy już dokumentację - mówi burmistrz.
Budowa zakładu kosztowała 14 mln zł - 8 wyłożył Ekofundusz, reszta pochodzi ze środków własnych gminy i zaciągniętych przez nią kredytów.
To że zakład w ogóle powstał, samorządowcy z regionu zawdzięczają byłemu ministrowi środowiska Maciejowi Nowickiemu.
Ustawa nakazująca w tym roku zamknięcie małych gminnych wysypisk weszła w życie osiem lat temu. W tym czasie puszczańskie samorządy w kwestii śmieci wiele nie robiły. W 2006 r. złożyły wniosek o dotację na centrum zagospodarowania odpadów. Wniosek był przeszacowany (opiewał na ponad 20 mln zł) i niedbale napisany, został więc przez kolejny rząd odrzucony.
Sytuacja z odpadami była coraz gorsza. Wojewoda nakazał zamknąć wysypisko w Hajnówce. Mimo tego wciąż trafiały tam śmieci. Potem zaczęto je wywozić na małe, również przeznaczone do likwidacji wysypiska - na przykład położone przy samej granicy obszary światowego dziedzictwa ludzkości w Białowieży trafiało ich co miesiąc 150 ton. Gdyby kwestii śmieci nie rozwiązano do końca tego roku, gminy musiałyby wywozić odpady daleko poza swoje granice. To zaś odczuliby bezpośrednio mieszkańcy, wywóz byłby wielokrotnie droższy.
Następny wniosek o dotację na budowę zakładu - złożony przez gminy powiatu już w ubiegłym roku - spotkałby niechybnie taki sam los jak pierwszy. Z dokładnie tych samych powodów. W czerwcu 2009 r. Nowicki wystąpił z projektem poszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego. Gestem dobrej woli z jego strony, jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji, było zapewnienie środków na budowę zakładu zagospodarowania odpadów. Przysłani przez ministra specjaliści pomogli samorządowcom napisać wniosek o dotacje jeszcze raz, tak by mieścił się w kryteriach Ekofunduszu. Okazało się m.in., że nowocześniejszy zakład można wybudować o jedną trzecią taniej.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok