Zdaniem sądu gwałty zaczęły się, gdy dziewczyna miała 15 lat, w Pasikurowicach pod Wrocławiem, gdzie wówczas mieszkała rodzina. Alicja mówiła o tym, że dwa razy w tygodniu chodził do jej pokoju posłuchać muzyki. Tam zmuszał ją do seksu, a matka w tym czasie oglądała telewizję w innym pokoju. "Zauważyłam, że coś jest nie tak, jak córka zaczęła dorastać. Podszczypywał ją, podskubywał. Dotykał tam, gdzie nie trzeba. A jak chciałam z nim o tym porozmawiać, to mówił: Mam do niej prawo! Jakby była jego rzeczą. I powiedział, że nikt tego nie zmieni" - mówiła matka dziewczyny.
Alicja urodziła dwoje dzieci - w 2005 i 2007 r. - i zostawiła je w szpitalach. "Jak ktoś obcy przychodził, gdy byłam w ciąży, on mówił: Nie wiem, skąd to jest. Przed porodem przygotowywał mnie, co mam mówić. I podawałam tak, jak kazał, że ojciec nieznany" - opowiadała "Gazecie" Alicja. Badań genetycznych prokuratura nie zleciła ze względu na dobro dzieci i ich nowych rodzin.
Drugiego synka dziewczyna urodziła w Siemiatyczach, gdyż przeprowadzili się do pobliskiego Grodziska, w rodzinne strony ojca. Potem Bartoszuk wyjechał do Belgii. Wrócił w lipcu 2008 r. Wtedy rozegrał się finał sprawy. Wpadł z bratem i kolegami do domu narzeczonego córki. Wywiózł ją do babki.
Na początku września Teresa i Alicja poszły na posterunek policji. Krzysztofa złapali w Siedlcach. Dostał siedem zarzutów, w tym wielokrotne gwałty na córce. Groziło mu 15 lat. W tajnym procesie Alicja zmieniła zeznania i przyznała, że ojciec nie bił jej, nie związywał. Za gwałty dostał osiem lat.
- Nie musiał używać siły fizycznej, bo i tak panicznie się go bała. Na początku mówiła o tak drastycznych okolicznościach, aby zwrócić uwagę na to, co się stało. Każdorazowe współżycie było wbrew jej woli - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia. Uwierzyła dziewczynie. Nie dopatrzyła się szczególnego okrucieństwa w stwierdzonych gwałtach: - Ojciec po prostu przychodził do pokoju córki i współżył z nią. Kupował jej prezenty, obiecywał, że się rozwiedzie, że wyjadą za granicę i będą razem żyć. W jego przekonaniu nie robił nic złego.
Na wyrok 10 lat nazbierały się jeszcze inne kary cząstkowe: za molestowanie, za naruszenie miru domowego, terroryzowanie rodziny, uprowadzenie córki. Od tego wyroku odwołały się obydwie strony. Prokuratura chce surowszej kary, obrona - ponownego rozpoznania sprawy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok