- Przez tych czterdzieści lat wiele się zmieniło. Na wiele rzeczy patrzymy inaczej, o wielu białych wcześniej plamach możemy opowiadać bez obaw. Jedną z nich jest historia deportacji Polaków na Sybir, trwająca od XVIII w., której apogeum przypadło na lata 40. ubiegłego stulecia - mówił otwierając ekspozycję Robert Sadowski, dyrektor placówki.
Podkreślał, że Muzeum Wojska jest odpowiednim miejscem do opowiadania o Sybirze.
- Deportacje to efekt wojny, w znacznej mierze dotknęły wojskowych. W końcu wojsko w postaci Armii Andersa, a później Kościuszkowców, było często jedyną metodą na wydostanie się z tej nieludzkiej ziemi - tłumaczył.
Wystawa zajmująca dwie największe sale na pierwszym piętrze muzeum przy Kilińskiego, podzielona jest na dwie części. Zesłańczą, poświęconą wyłącznie wywózkom i wojskową, opowiadającą przez pryzmat regionu o tym, co się działo w nim i z jego mieszkańcami od 1939 do 1956 r. W obu wypadkach opowiada bardzo różnorodnie i wyjątkowo ciekawie. Zwiedzający wystawę mogą więc zajrzeć do sybirackiej chatki, takiej w jakich mieszkali deportowani w latach 1939-41 podlasianie. Na kloszach lamp zobaczą, jak wyglądało codzienne życie deportowanych, odmalowane prostą i przejmującą kreską Aliny Maliszewskiej. Wszyscy znamy tę kreskę, bo po powrocie z Syberii pani Maliszewska była jedną z osób animujących popularnego Reksia.
Rękoma dotknąć można też skanu przysłanej przez ministerstwo spraw zagranicznych Niemiec mapy dołączonej do paktu Ribbentrop-Mołotow, z odręcznymi poprawkami Goeringa i akceptującym linię rozbioru Polski odręcznym podpisem Stalina. Do ramienia można przyłożyć karabiny, jakimi walczyli żołnierze sowieccy, hitlerowscy i obrońcy września. I te, z których strzelano do siebie podczas bratobójczej wojny domowej w latach 1944-1956.
"Najstarsze pokolenie mieszkańców miasta opowiada historię, którą tworzyło sześćdziesiąt lat temu" - to jedno z haseł, jakimi muzeum promuje nową ekspozycję. Jak najbardziej prawdziwe. Znaczącą częścią wystawy są bowiem relacje uczestników opisywanych wydarzeń. Deportacji, powstania w białostockim gettcie, morderczych walk pod Monte Cassino i na Łużycach. Relacji tych, czytanych przez najlepszych aktorów, można wysłuchać dzięki specjalnym słuchawkom, patrząc przy tym na fotografie 3D Białegostoku.
- Jestem pod wrażeniem wiedzy, fachowości i zaangażowania pracowników muzeum, którym mam zaszczyt od pół roku kierować. Podczas przygotowywania tej ekspozycji odkrywali w sobie nowe talenty. Historycy przedzierzgnęli się w murarzy, utykali mech w ścianach drewnianej chaty, lakierowali podłogi. Drugi fach mają w ręku - dyrektor dziękował pracownikom. Mówił, że to m.in. dzięki ich ogromnemu zaangażowaniu wystawa powstała w ekspresowym tempie i za niewielkie - jak na takie przedsięwzięcie - środki.
- Dyrektor powiedział wszystko, prócz jednego, o swojej roli w tym przedsięwzięciu. Proszę o gromkie oklaski dla niego - mówił do szczelnie wypełniających hol muzeum gości prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.
Dziękował też prezes Związku Sybiraków Tadeusz Chwiedź: - Jestem pod ogromnym wrażeniem. To jest coś, co oddaje prawdę historyczną o tych niewyobrażalnych, nieludzkich represjach NKWD i reżimu stalinowskiego wobec Polaków - oceniał ekspozycję. Wręczył też honorowe odznaki związku dyrektorowi i trzem pracownikom muzeum.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok