Maluchy i nastolatki z Białegostoku i okolic, z Hajnówki, Czeremchy, Warszawy, Jeleniej Góry, z Niemiec, wyznania prawosławnego i rzymskokatolickiego, ramię w ramię bawią się, zagryzają języki w najwyższym skupieniu, żeby tylko ręka nie drgnęła przy pisaniu twarzy świętego, poznają prawosławie, odkrywają duchowość. Taka jest właśnie rola warsztatów pisania ikon, organizowanych od czterech lat przez Akademię Supraską wraz z Fundacją OIKONOMOS. Tegoroczne zajęcia właśnie się zakończyły.
Tajemnice warsztatu
Krok po kroku jak pisać ikonę zgodnie ze starą sztuką pokazuje uczestnikom warsztatów Jan Grigoruk, ikonograf, pracownik Muzeum Ikon w Supraślu. Właśnie pisać - bo ikon się nie maluje, przecież to Pismo Święte w kolorach.
Codzienne zajęcia zaczynają się i kończą modlitwą, proszącą i dziękczynną (molebień) w intencji wszystkich uczestników, z czytaniem imion młodziutkich ikonografów, by ich praca przyniosła dobre i należyte efekty.
Dzieci nie od razu zabierają się do pisania. Zaczynają bowiem od przygotowania deseczki i wtedy otwierają im się oczy - nie da się tak na szybko, w jeden dzień, napisać ikony.
W Polsce nie ma cedru, używanego w Grecji do robienia desek pod pisane ikony, więc lokalni ikonografowie sięgają po drewno lipowe, ulubione też przez rzeźbiarzy. Nie odkształca się, nie pęka, jest miękkie, ale może służyć przez stulecia. Gdy warsztaty trwają dłużej i jest na to czas, Jan Grigoruk pokazuje jeszcze dzieciom jak tę deseczkę przygotowuje stolarz - metodą łączenia małych drewnianych elementów tak, by jeden kawałek trzymał drugi. Jeśli deska jest dobrze zrobiona przez stolarza, to nawet jeśli po latach troszeczkę się wygnie, to tylko w jedną stronę, a warstwa malarska nie odpadnie.
Tę deseczkę trzeba pokryć jeszcze kilkakrotnie naturalnym klejem. Potem - przykleić płótno i nanieść specyficzny grunt malarski - lewkas. Trzeba go położyć nawet do 12 razy, a jest to i tak uproszczona wersja przygotowania deski do pracy. Po nałożeniu każdej warstwy gruntu należy odczekać około 4-5 godzin. Czyli całe przygotowanie deseczki trwa parę dni.
- Dzięki temu już na początku warsztatów dzieci uczą się cierpliwości. To prawdziwa lekcja pokory, która pokazuje, że żadnych dobrych efektów nie da się osiągnąć od razu - przypomina Jan Grigoruk.
Po wyschnięciu gruntu mali ikonografowie szlifują go papierem ściernym, wygładzają i licytują się jeden przed drugim, kto przy tej czynności bardziej się ubrudził. W pracowni każdy ma swoje miejsce. Dzieci same wybierają czy będą pisać ikonę Matki Bożej, Chrystusa, św. Katarzyny, św. Gabriela czy np. św. Mikołaja. W tym roku zainteresowaniem cieszy się św. Katarzyna z Aleksandrii. Próby robione są na papierze, odwzorowywane z kolorowych reprodukcji. Dopiero gdy ręka odpowiednio się ułoży, nabierze pewności w trzymaniu pędzelka, a rysunku nie trzeba już poprawiać, wtedy za pomocą kalki gotowy wzór - kontur wędruje na deseczkę. Praca z kolorem należy do ulubionych czynności uczestników warsztatów. O ile pozwalają fundusze, organizatorzy starają się przygotowywać pigmenty naturalne, uzyskiwane z minerałów, ostatecznie - półsyntetyczne. Starą techniką miesza się je z wodą, winem i jajkiem. Gdy zaczyna się praca z farbkami, to już trudno wygonić dzieci z pracowni. Ale i tu kłania się lekcja cierpliwości - nakłada się kilkanaście warstw jednego koloru. Nie da się tego zrobić szybko.
Jan Grigoruk nie ogranicza się tylko do pokazywania warsztatu i pomocy - prowadzenia niewprawnej dziecięcej rączki. Opowiada o ikonie, jej historii, tłumaczy dlaczego używa się takiego koloru, a nie innego, dlaczego ta twarz wygląda tak, a nie inaczej, wplata historie świętego, cudów. Plon tych opowieści zbiera po paru latach. Dzieci, które wracają na kolejne warsztaty, pamiętają i proszą o więcej.
W poniedziałek nanoszą ostatni poprawki - „cieniują” chustę, rozjaśniają twarze świętych, brodę Chrystusa. Uff, pozostało tylko polakierować. Nie, już nie metodą tradycyjną, bo na efekt tej by się nie doczekały. Tradycyjne zabezpieczające mazidło - olifa - musi gęstnieć na ikonie około 12 godzin, a następnie schnąć około 48 godzin. Takie zabezpieczenie chroni ikonę zarówno przed uszkodzeniami mechanicznymi, jak również doskonale zabezpiecza wizerunek przed kontaktem z pomadką pokrywająca usta kobiet adorujących - całujących ikonę (ponoć szczególnie niebezpieczne są dla niej syntetyczne pomadki, wchodzące w reakcje z naturalnym barwnikiem - zakonnicy żartują, że już nasi przodkowie przewidzieli zgubny wpływ szminek). Olifa także, wsiąkając nawet na głębokość trzech milimetrów, zachowuje na długo jaskrawość barw. Z czasem ikona ciemnieje, ale niektóre pracownie konserwatorskie posługują się metodą zdejmowania olify - wtedy ikona momentalnie jaśnieje, jakby na nowo rozbłyska w pełnej krasie.
Dzieci stosują specjalny lakier do farb temperowych, do kupienia w sklepie. Gdy lakier schnie, pora się żegnać...
Niezapomniane wakacje
Ogłoszenie o warsztatach pojawia się w internecie, na stronie Akademii i serwisów związanych z Cerkwią. Z roku na rok "poluje" na nie coraz więcej chętnych. Co ciekawe - bywa, że nie są to rodzice, ale same dzieci - w końcu one są jednak bardziej biegłe w nowoczesnych technologiach. Tym razem czekały na nie 24 miejsca.
- Zapełniły się w ciągu jednego dnia. O godz. 19.42 musiałem już zacząć odmawiać, a chętnych było około 60 osób - przyznaje ks. Jarosław Jóźwik, kanclerz Akademii, koordynator projektu.
Akademia Supraska aplikuje o granty do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i to z tych środków, przy współpracy z Muzeum Ikon, organizowane są warsztaty.
- Dlatego odpłatność jest tak niewielka - 350 zł za dwutygodniowy turnus - tłumaczy ks. Jarosław. - A zdarza się, że mniej majętni rodzice piszą prośbę o umorzenie kosztów i corocznie kilkoro dzieci bierze udział w warsztatach nieodpłatnie.
Czekanie na wyschnięcie kolejnych warstw ikony nie dłuży się nic a nic.
- Koniki, plaża, zwiedzanie Muzeum Ikon, wyjazdy do okolicznych cerkwi, wycieczka do kina, piłka, szarady, gry - wyliczają jednym tchem podekscytowani uczestnicy warsztatów.
Najmłodsza grupa dzieciaków jest w stanie skupić się maksymalnie na godzinę, więc w przerwach muszą trochę pobiegać, wyszaleć się i gdy "wyskaczą" nadmiar energii, wracają do pracowni.
Co im się podoba w zajęciach, a co sprawia największą trudność?
Grześ Ołdakowski z Białegostoku: - Najfajniej nakładać pierwsze warstwy.
Małgosia Wróblewska z Zaścianek: - Najtrudniej napisać twarz. Wymaga dużo cieniowania.
Tak, cieniowanie to zdecydowanie wyższa szkoła jazdy. Twarz Chrystusa, chusta, broda i włosy... Jednym jasne refleksy wychodzą naturalnie, jak zawodowcom, ale to któreś już z kolei ich warsztaty. Jest ktoś, kto radzi sobie ze wszystkim śpiewająco. To Piotrek z Siemiatycz. Ma 14 lat i już jest " weteranem" - uczestniczy we wszystkich warsztatach, od początku. Już zaplanował sobie przyszłość - najpierw Liceum Plastyczne w Supraślu, potem - jedyna w Polsce szkoła pisania ikon - Policealne Studium Ikonograficzne w Bielsku Podlaskim.
O dwa lata młodszy Grzegorz Aleksiuk jest tu po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni: - Super kadra, świetnie zorganizowany czas - chwali rzeczowo.
Dzieci są wyraźnie dumne ze swoich ikon. Pokażą je na wystawie w muzeum, a potem - już poświęcone, zabiorą do domów. Będą i wspomnienia, i modlitwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok