Właściciel psa ma obowiązek sprzątać po swoim pupilu. Jeśli tego nie robi, można go ukarać mandatem. Tyle teoria. Jak jest w praktyce? Wystarczy wejść na pierwszy z brzegu trawnik. Zafajdany od brzegu do brzegu. Można też zajrzeć do nielicznych, ustawionych przez magistrat pojemników na psie odchody. Pustych. Ciekawie prezentują się również statystyki straży miejskiej, która z urzędu egzekwuje przestrzeganie zarządzenia o utrzymaniu czystości. W ubiegłym roku strażnicy ukarali mandatami 87 właścicieli brudzących czworonogów. Kolejnych trzydziestu pięciu upomniano. Psów mamy w mieście, według różnych szacunków, od dwudziestu do trzydziestu tysięcy.
Gwiazdy zachęcają do sprzątania po psach
- Oczywiście, że sprzątanie po swoim psie to obowiązek właściciela. Ale żeby rozwiązać problem kup, trzeba kompleksowych działań. Karania, edukacji, specjalnych koszy na odchody, torebek. Właścicielom trzeba pomóc. Chociażby poprzez umożliwianie korzystania ze specjalnych wybiegów dla psów - proponuje Waldemar Okulus, kierownik białostockiego schroniska dla zwierząt.
- Taki wybieg to same korzyści - wylicza. - Psy są na ogrodzonym terenie, więc mogą się wybiegać. Brudzą też tylko na tym terenie, więc łatwiej po nich sprzątać. Do tego skoro psy mające właścicieli są na wybiegach, schronisku łatwiej wyłapywać z ulic te bez właścicieli.
W Białymstoku mamy jeden taki wybieg, na Dziesięcinach przy ul. Berlinga. Prawie zawsze są na nim jakieś zwierzęta, widać wyraźnie, że właściciele potrzebują tego rodzaju miejsc. Kilka dni temu Waldemar Okulus zaapelował do szefów największych białostockich spółdzielni, by liczbę tę zwiększyć.
Na razie rozmawiał z Piotrem Mioduszewskim, prezesem spółdzielni Zachęta.
- Możliwe to na pewno jest. Mamy tereny, na skraju osiedla, tak żeby to nikomu nie przeszkadzało. Natomiast celowość i realność takiego przedsięwzięcia, to już zupełnie inna kwestia - mówi ostrożnie prezes. Jak podkreśla, psy to nie jest kwestia wyłącznie wybiegów, ale ogólnie porządku i współżycia między tymi, co je mają i tymi, co ich nie mają.
- Pojawia się na przykład pytanie, kto miałby za takie wybiegi płacić. Bo przecież ci, co psów nie mają, pewnie nie będą chcieli. A pieniądze trzeba skądś wziąć. Nie może być tak, że dam na wybiegi, a zabraknie chociażby na place zabaw - dodaje prezes. Jego zdaniem można by się zastanowić nad przywróceniem zlikwidowanego jakiś czas temu podatku od psów.
- Generalnie jednak jestem za każdym rozwiązaniem, które pomoże rozwiązać problem tak nieczystości, jak i psów biegających bez dozoru. Zresztą my już się włączamy w takie działania. Na wiosnę, w odzewie na medialną kampanię o sprzątanie po zimie, ustawiliśmy pojemniki na odchody. Jeśli będzie nowa kampania, chętnie się znów włączymy. To w interesie naszych mieszkańców - podsumowuje prezes.
A kampania będzie. I to już niedługo. Od wiosny planuje ją urząd miasta. Są na to pieniądze, magistrat wybrał już firmę, która ma koordynować działania.
- Będziemy edukować i apelować. Ale będzie też praktycznie, na przykład chcemy rozdać trochę akcesoriów do sprzątania po swoich psach. Na zachętę, żeby pokazać, że to ani wielki problem, ani wielki koszt. Na dłuższą metę jednak nikogo w sprzątaniu nie wyręczymy - mówi Urszula Sienkiewicz, rzecznik prezydenta miasta.
Pomysł szefa miejskiego schroniska ocenia krótko.
- Ciekawe i warte przedyskutowania również w odniesieniu do terenów miejskich. Może można by jego realizację włączyć w naszą kampanię "Czysty Białystok".