Problemy z bezimiennymi pochówkami

Agnieszka Domanowska
2010-07-13, ostatnia aktualizacja 2010-07-13 20:45

Każdy ma prawo do pogrzebu. Ma je też dziecko, które urodziło się martwe, niezależnie od tego, w którym miesiącu ciąży. Kto powinien je pochować, jeżeli rodzice się go zrzekają? Powinien magistrat, a robi to prywatna osoba

Pogrzeb nienarodzonego dziecka
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Pogrzeb nienarodzonego dziecka
Białostockie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej jest zobowiązane do pochowania dzieci martwo urodzonych, bez względu na czas trwania ciąży, których pochówku odmówiła rodzina. To jasno wynika z umowy podpisanej z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie. Umowa precyzuje również, że nienarodzonemu dziecku trzeba kupić trumnę, krzyż z figurką, tabliczkę, a ciało zawieść na cmentarz. Za wszystko płaci miasto. Umowa dotyczy również zmarłych bezdomnych, osób nieznanych. Na wszystko jest 50 tysięcy złotych rocznie.

Dokumenty i zlecenia

Hipotetycznie: w szpitalu dochodzi do poronienia, rodzina się zrzeka praw, bo to gwarantuje konstytucja. Lekarze zgłaszają to gospodarce komunalnej, a ta odbiera dziecko ze szpitala. Kupuje wszystko, co jest potrzebne do pochówku i go organizuje. Skomplikowane? Nie.

- Do tej pory nie odbył się żaden pogrzeb nienarodzonego dziecka na koszt miasta. Nie mieliśmy takich przypadków, chociaż mamy umowę z zakładem pogrzebowym - otwarcie przyznaje Kazimierz Kuczek, wicedyrektor MOPR-u. - Musi się zgłosić do nas szpital z pełną dokumentacją takiego dziecka - aktem narodzin, aktem zgonu i określoną płcią. Oczywiście musi być dokument, który stwierdza, że rodzice się zrzekają. Jeżeli nie ma określonej płci, trzeba zrobić badania genetyczne, a tych bez rodziców nie można zrobić i koło się zamyka.

- Nie miałem dotąd takiego zlecenia. Ja jestem tylko wykonawcą. Ale wiem, że jest stowarzyszenie, które robi to za darmo - mówi Waldemar Bajko, kierownik domu pogrzebowego przy ul. Nowogródzkiej. Ten zakład w ramach umowy z MOPR ma świadczyć pogrzeby dzieciom, które urodziły się martwe.

W szpitalu wojewódzkim nie ma poronień

Krzysztof Chańko jest przewodniczącym Komitetu Budowy Pomnika Dzieci Nienarodzonych, który od ubiegłego roku odbiera ze szpitala martwe płody, by je pochować. Wcześniej były palone z odpadami.

Pierwszy taki pogrzeb w Polsce odbył się w Warszawie w 2005 r.

- Są już możliwości prawne, które pozwalają na odebranie martwego płodu ze szpitala w celu zorganizowania mu pochówku. Trzeba podkreślić, że każdy rodzic ma do tego prawo, niezależnie od tego, w jakim wieku dziecko umarło - mówi Krzysztof Chańko. Tłumaczy, że w Polsce ciągle funkcjonuje nieludzki zwyczaj bezczeszczenia zwłok dzieci przedwcześnie zmarłych. - Najczęstszą praktyką szpitali jest palenie zwłok dzieci razem z odpadami szpitalnymi.

Komitet, który założył Chańko, przez trzy lata starał się o możliwość odbierania płodów ze szpitali.

- Było bardzo ciężko, wiele murów do przebicia i wiele oporów z różnych stron - mówi Chańko. Wie, że to, co on robi, powinien robić magistrat. Dlaczego tak nie jest?

- Na przykład w szpitalu wojewódzkim, kiedy staraliśmy się nawiązać współpracę, powiedziano nam, że problem nie istnieje, że nie ma u nich poronień, ani dzieci martwo urodzonych. To przecież kłamstwo - mówi mężczyzna.

Warszawska: nie ma problemu

Edward Kobylec, ordynator oddziału położniczego w szpitalu wojewódzkim uważa, że problemu nie ma.

- Każda kobieta, która chce odebrać martwe dziecko, ma do tego prawo. Odbierają dzieci, jakie chcą, i martwo urodzone, i płody po poronieniach - mówi Kobylec.

Co się dzieje z tymi, których rodzice się zrzekną? - dopytujemy.

- Od roku przekazujemy je jakiemuś stowarzyszeniu. Wcześniej? Trafiały do prosektorium - ucina lekarz.

To "jakieś" stowarzyszenie to komitet, który założył Krzysztof Chańko.

- Tak jak mówiłem, my chcemy się dogadać, ale woli ze strony tego szpitala nie było żadnej. To, że z tego szpitala odbieramy ciała, to kłamstwo - mówi Chańko.

Tylko PSK

Dyrektor szpitala klinicznego Bogusław Poniatowski nie miał żadnych wątpliwości, by wesprzeć inicjatywę Chańki.

- Płody są od nas odbierane co kilka miesięcy. Komitet Budowy Pomnika Dzieci Nienarodzonych na własny koszt urządza im pochówek. Tak należy traktować ludzkie ciało. Z szacunkiem - twierdzi Poniatowski.

Nie kryje, że do tej pory płody faktycznie były utylizowane razem z materiałami biologicznymi. Chyba że rodzina wyraźnie zażyczyła sobie odebrać małe ciało i zorganizować mu pogrzeb.

- Tak naprawdę pochówek dzieci powinien leżeć w gestii magistratu. Miał pojawić się u nas pracownik MOPR-u, aby porozmawiać na temat tego problemu, może nawet ustalić warunki odbioru małych ciał. Nie przyszedł - mówi Poniatowski i dodaje, że nie czuje się w obowiązku nikogo powiadamiać o tym, że trzeba pochować martwo urodzone dziecko.

- Najważniejsza jest wola rodziny i gmina nie może i nie chce w tak delikatnych, intymnych kwestiach ingerować. Jeżeli jest wola rodziny o samodzielnym pochówku, MOPR może na ten cel wypłacić stosowny zasiłek. Gmina może dokonać pochówku tylko w przypadku, gdy nie ma osób zobowiązanych do tego lub rodzina odmawia samodzielnego dokonania pochówku. Informacje o tym powinny przekazywać do MOPR-u szpitale wraz z odpowiednią dokumentacją. Takie dokumenty dotąd nie wpłynęły, ale trudno nam analizować dlaczego - tłumaczy Urszula Sienkiewicz, rzeczniczka magistratu.

Obsługa post mortem w Łomży

Z pogrzebem nienarodzonych dzieci nie ma problemów dopiero od dwóch lat. Międzynarodowa Komisja Teologiczna wydała dokument, a papież Benedykt XVI potwierdził go bullą "Spes Orandi", czyli modląca się nadzieja. Napisał, że dzieci z poronienia czy aborcji, mimo braku chrztu, dostąpią zbawienia i należy się im pogrzeb.

- Co roku w Polsce rodzi się 2 tys. martwych dzieci. Dochodzi do ok. 40 tys. poronień. Obowiązek pochówku spoczywa na gminie. To jasno wynika z ustawy. To jest problem w całej Polsce - mówi Urszula Kubicka z fundacji Rodzić po Ludzku.

Takiego problemu nie ma na przykład w Łomży.

- Mamy podpisaną umowę z zakładem patomorfologii i tam trafiają wszystkie ciała ze szpitala, w tym nienarodzone dzieci - mówi Marian Jaszewski, dyrektor łomżyńskiej placówki. - To jest tak zwana obsługa post mortem.

Krzysztof Dach, szef zakładu patomorfologii odbiera ciała. Dzieci urodzone jako martwe zabierają od niego rodzice i we własnym zakresie chowają.

- Problem jest przy wczesnym poronieniu. To są tak naprawdę tkanki płodu i w tym momencie nie traktuję tego jako odpadu medycznego. To są szczątki ludzkie i sumienie nie pozwalało mi oddać tego do spalarni - mówi Dach. - Wszystkie płody przechowujemy i raz na kwartał na koszt miasta organizujemy pochówek na cmentarzu w bezimiennym grobie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów