To tam w poniedziałkowy poranek natrafiono na znalezisko, które postawiło na równe nogi tych którzy znajdowali się w Strękowej Górze.
A ludzi było tam nie mało - bo od piątku do niedzieli odbywał się tam festiwal "Rock na bagnie". Koncerty zakończyły się w nocy z niedzieli na poniedziałek, dlatego na polu namiotowym było jeszcze wielu festiwalowiczów.
- O godz. 10 miał być podstawiony autokar, którym można było się stąd zabrać. Ale ze względu na to zamieszanie wszystko się poprzesuwało - mówi Piotr Znaniecki organizator festiwalu.
Zdenerwowania i konsternacji zaistniałą sytuacją nie kryli ci, którzy mieli nadzieję, że do południa złożą namioty i udadzą się w drogę powrotną do domu. Jak mówią sygnał o tym, że znaleziono bombę (było nawet podejrzenie że w budynku tamtejszego ośrodka "Brama na bagna") pojawił się rano.
- Przybiegli ochroniarze i wykrzykują po polsku i po angielsku - bo na festiwal przyjechali też m.in. Litwini - ewakuacja, ewakuacja! To opuściliśmy teren i czekamy, aż znajdą tę bombę. Nie mamy jak wrócić, bo wszystkie rzeczy zostały na polu namiotowym, nie było czasu żeby się pozbierać - relacjonuje czworo młodych ludzi, którzy czas zamieszania postanowili przeczekać nad pobliską rzeką Narew.
A poczekać było trzeba dobre kilka godzin. Teren wokół ośrodka został ogrodzony taśmą, a w obrębie kilkuset metrów na kilka godzin wstrzymano ruch samochodów. Zjechała się policja i straż pożarna, przed południem przyjechali saperzy. Sprawcą całego zamieszania okazała się nie bomba - a pocisk moździerzowy.
- Kiedy rano przyjechała ekipa sprzątająca i zabrała się za porządki natrafiła na ten pocisk przy przenośnych toaletach. Teren tu jest taki, że rolnicy podczas prac na okolicznych polach natrafiają jeszcze na takie znaleziska. Podobnie było i w tym przypadku - dodaje Piotr Znaniecki.
Około godz. 13 sytuacja wokół Strękowej Góry wróciła do normy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok