Śledztwo w sprawie katastrofy Kani umorzono

pcg, Polskie Radio Białystok
2010-07-01, ostatnia aktualizacja 2010-07-01 11:54

Błąd pilota był przyczyną wypadku śmigłowca Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, w którym w październiku 2009 roku zginęły trzy osoby. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Rozbity śmigłowiec Straży Granicznej
Fot. Straż Graniczna
Rozbity śmigłowiec Straży Granicznej
- Śledztwo w sprawie tej katastrofy lotniczej umorzono, bo sprawca zdarzenia, czyli pilot, nie żyje - powiedział Tadeusz Marek, szef Prokuratury Okręgowej w Białymstoku

Śmigłowiec Kania, wykonujący lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy z Białegostoku do Mielnika, rozbił się 31 października 2009 roku około godz. 18. Po nocnych poszukiwaniach jego szczątki znaleziono po stronie białoruskiej, ok. 200 metrów od granicy, na wysokości miejscowości Klukowicze. Zginęły trzy osoby: doświadczony 49-letni pilot z wieloletnim stażem, nawigator (35 lat) i operator (34 lata). Świadkowie, którzy widzieli wrak śmigłowca, mówili, że ten prawdopodobnie spadł z dużej wysokości, ponieważ szczątki maszyny na około metr wbiły się w ziemię. Helikopter przy uderzeniu o ziemię nie eksplodował ani nie rozpadł się na mniejsze fragmenty.

Przyczyny wypadku badała specjalnie powołana komisja. Jak powiedział prokurator Tadeusz Marek, ustalono, że przyczyną wypadku był "błąd w technice pilotowania w wyniku naruszenia przepisów lotniczych i warunków wykonywania zadania".

- Pilot w trakcie lotu utracił orientację w przestrzeni w wyniku wykonywania lotu w warunkach atmosferycznych poniżej minimalnych, przy których pilot mógł wykonywać swoje zadanie, jeżeli chodzi o widzialność i podstawę chmur - powiedział prokurator. Jak wyjaśnił, wskutek tego błędu pilot nieświadomie doprowadził do lotu śmigłowca bokiem "z prędkością przekraczającą dopuszczalne wartości eksploatacyjne", a w konsekwencji przekoziołkował i zderzył się z ziemią.

Ustalono, że na katastrofę nie miał wpływu ani stan techniczny śmigłowca, ani warunki jego eksploatacji. Oględziny wraku wykazały też, że maszyna nie była ostrzelana ani zestrzelona w związku z przekroczeniem granicy z Republiką Białorusi.

Część materiałów w śledztwie w ramach pomocy prawnej była zbierana na Białorusi. Strona białoruska prowadzi swoje śledztwo w tej sprawie. Jak powiedział prokurator Marek, polska prokuratura przypuszcza, że Białorusini czekają jeszcze na informacje o wynikach śledztwa i ustaleniach w Polsce.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów