W sobotę wszyscy, ci, którzy zjawili się na promocji w Galerii Arsenał, nie zmieścili się w sali. Przyszli młodzi, dla których Białystok przedwojenny wygląda niekiedy egzotycznie. Przyszli ci, którzy ten Białystok jeszcze pamiętają. I goście szczególni - rodzina Bolesława Augustisa, białostockiego fotografa, któremu w chwili robienia zdjęć, nawet się pewnie nie śniło, że po latach jego fotografie wywołają tyle wzruszeń. To w ostatnim półwieczu jedyny tak wielki (liczący kilka tysięcy kadrów) odnaleziony zbiór zdjęć przedwojennego Białegostoku. Na dodatek autorstwa jednej osoby.
"Gazetę" wydanie albumu cieszy szczególnie - to do naszej redakcji przed sześciu laty trafiła kolekcja, znaleziona przypadkowo w szopie przy ul. Bema przez dwóch bawiących się nieopodal chłopców. Nie sądziliśmy jeszcze wtedy, że czekają nas takie emocje. Grzegorz Dąbrowski z "Gazety" zabezpieczył zbiór rolek, pracowicie je oczyszczał i kopiował, a "Gazeta" je publikowała. Z każdym dniem, z każdym zdjęciem miasto sprzed lat odsłaniało kolejne, coraz ciekawsze oblicze. To była niezwykła przygoda - nasi wierni Czytelnicy zapewne pamiętają, jak szeroko opisywaliśmy kolekcję. Jak ustaliliśmy, że autorem zdjęć był Augustis (miał przed wojną swój zakład fotograficzny przy ul. Kilińskiego, w czasie wojny Sowieci zesłali go na Syberię, z Armią Andersa przewędrował szlak bojowy, nigdy nie wrócił do Polski, zmarł w 1995 w Nowej Zelandii). Jak odszukaliśmy w Białymstoku jego siostrę, panią Eugenię. Jak zaczęli się do nas zgłaszać Czytelnicy, którzy na fotografiach rozpoznawali swoich bliskich i bliskie sobie miejsca, a my skrzętnie notowaliśmy ich historię (dzięki naszym publikacjom odnalazły się dwie przyjaciółki z dzieciństwa, które nie widziały się 65 lat; ponadto na archiwalnych zdjęciach Czytelnicy rozpoznali ponad 30 osób). Jak wreszcie po półrocznej akcji "Gazety", wraz z galerią Arsenał i jej szefową Moniką Szewczyk oraz Stowarzyszeniem Edukacji Artystycznej "Widok" pod wodzą Magdaleny Godlewskiej - udało się nam przygotować wystawę unikalnych zdjęć, którą odwiedziły rekordowe tłumy białostoczan (po jakimś czasie wystawa zawędrowała też do Berlina).
I wreszcie światło dzienne ujrzał album. Wydany przez Stowarzyszenie "Widok", sfinansowany przez magistrat i Wyższą Szkolę Administracji Publicznej, przy współpracy "Gazety".
- Zapraszam gorąco do jego przeglądania - mówił w Arsenale Tadeusz Tuskolaski, prezydent Białegostoku. - To nie tylko uczta duchowa, skarb dla wszystkich, którym bliska jest historia miasta, ale i jego świetna promocja. Ileż wśród tych zdjęć można znaleźć ciekawostek! Ja na przykład odkryłem, że Solidarność robotnicza istniała już przed wojną, i że w pochodach pierwszomajowych doszliśmy do czasów przedwojennych, pod względem frekwencji - jednym słowem, zatoczyliśmy koło - żartował prezydent. - Przed wejściem na salę, rozmawiałem z Grzegorzem Dąbrowskim o tym, że tak naprawdę najważniejsi są ludzie. Chcemy zobaczyć jacy byli, jak żyli. Musi minąć jakiś okres, by spojrzeć na pewną historię z sentymentem i wzruszeniem. I to jest właśnie ten czas.
- Wiedzieliśmy, że wujek fotografował przed wojną, że te zdjęcia są. Ale nie wiedzieliśmy, że są tak ważne. Dziękujemy wszystkim, którzy wydobyli je z zapomnienia. Szczególnie panu Grzegorzowi za to, że swoją tytaniczną pracą nadal im drugie życie - mówiła wzruszona Bożena Jakimowicz, siostrzenica Bolesława Augustisa, która przyszła z rodziną na promocję. Jej mamie, a siostrze Augustisa, pani Eugenii Senderackiej nie udało się dotrzeć na spotkanie z powodów zdrowotnych. - Taka uroczystość to zbyt wiele emocji, mogłyby się odbić na jej sercu - mówiła już po spotkaniu córka.
- Mama tak bardzo jest wzruszona, że wujek nie został zapomniany, że coś po sobie pozostawił. W naszych sercach i pamięci oczywiście istniał cały czas i nadal istnieje. Ale te wystawy, album, to jeszcze coś więcej - on jest teraz w świadomości tak wielu białostoczan. To ma dla nas i mamy ogromne znaczenie. Zwłaszcza, że od czasu wywózki na Syberię, gdy mama była kilkunastoletnią dziewczynką, już się nigdy nie zobaczyli. Kontaktowali się tylko listownie. Wcześniej zdjęcia wujka z tej kolekcji widziałam tylko w "Gazecie" i na wystawie. Teraz z całą rodziną będziemy album ciągle przeglądać. Z wielką radością i wzruszeniem.
Po promocji w Arsenale oglądać można było slideshow zdjęć Augustisa z muzyką w tle. Godzinę później wystawę jego fotografii otwarto w najnowszym przybytku kultury w mieście - Galerii Telimena (ul. Legionowa 2, oddział Galerii im. Sleńdzińskich). Niewykluczone, że już wkrótce w okolicy Telimeny, ale już w warunkach plenerowych zorganizowany zostanie podobny slideshow Augustisa.
Książka
Album "Augustis" (wydany w dwóch tysiącach egzemplarzy) kosztuje 50 zł, do kupienia będzie w białostockich księgarniach i miejskich instytucjach kulturalnych (m.in. w Galerii Arsenał). Zawiera blisko sto zdjęć (to na razie drobny ułamek całej kolekcji), kilka tekstów (m.in. esej o fotografii Augustisa Wojciecha Nowickiego, notki do poszczególnych zdjęć autorstwa Andrzeja Lechowskiego i opowieść o naszej - "gazetowej" przygodzie z Augustisem).
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok