Augustis doczekał się albumu

Monika Żmijewska
2010-06-17, ostatnia aktualizacja 2010-06-17 11:34

Blisko sto fotografii z kilkutysięcznego zbioru zdjęć przedwojennego Białegostoku znajdzie się w albumie "Augustis". Promocja długo oczekiwanego wydawnictwa - już w sobotę. O godz. 16 zapraszamy na spotkanie do galerii Arsenał, dwie godziny później - na wystawę do galerii Telimena


Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
SERWISY


Sześć lat temu, gdy do "Gazety" trafił zbiór negatywów przedwojennego fotografa Bolesława Augustisa, nie sądziliśmy nawet, że czeka nas taka przygoda. Że uda się wykopiować mnóstwo znakomitych kadrów, że objawi się przed nami obraz miasta sprzed lat prawie 80., że Czytelnicy będą pomagać nam rozszyfrowywać poszczególne osoby i ujęcia, że wreszcie uda się przygotować wystawę... A teraz album. Publikację wydało Stowarzyszenie Edukacji Kulturalnej WIDOK. Oprócz fotografii Augustisa znajdą się w niej teksty, m.in. notki do poszczególnych zdjęć autorstwa historyka Andrzeja Lechowskiego. Wiele ze zdjęć Augustis opatrzył konkretną datą i to na ich podstawie Lechowski przeglądał przedwojenne gazety, by spróbować umieścić fotografie w określonym kontekście historycznym. Sprawdzał, co się w momencie zrobienia zdjęcia działo w mieście, łączył ze swoją wiedzą na temat Białegostoku. I na tej podstawie konstruował notki.

Monika Żmijewska: Z perspektywy już paru lat od momentu odkrycia zbioru, i przeglądania go w ostatnim czasie - co Pan sądzi o Bolesławie Augustisie?

Andrzej Lechowski: - Niebanalna postać. Człowiek o bardzo dużym refleksie i zmyśle obserwacyjnym. Miał sytuacyjne poczucie humoru, takie finezyjne. Mam wrażenie, że każde ze zdjęć ma ironiczny podtekst. Że Augustis prowokuje, puszcza do nas oko. Urzeka mnie też, że Augustis jest lokalnym patriotą, świadomym swej małej ojczyzny. Widać, że jest szalenie związany z tymi ludźmi ze zdjęć, że przeżywa ich emocje. Nie robi bezrefleksyjnych fotografii. Nawet zwykłe "ulicówki" nie są wcale takie zwykłe - grzmotnięte spod dużego palucha, tylko zrobione z rozmysłem. Proszę zwrócić uwagę - tu nie widać tylko ludzi z pierwszego planu. Tu widać całe ulice. Augustis krąży po mieście, pokazuje życie autentyczne, nie usztywnione. Często sam szuka tematu. To z punktu widzenia historyka - fascynujące. Szkoda, że wszystkich tych zdjęć nie można rozszyfrować, czas jednak robi swoje. Jesteśmy 80 lat po Augustisie i możemy tylko próbować jakoś rozeznać się w jego wędrówkach.

A gdzie wędruje?

- W różne miejsca. Jest autochtonem ul. Kilińskiego, chodzi głównie po niej, ale też zagląda w okoliczne podwórka, a tam to się dopiero dzieje! On śledzi podskórne życie miasta, niekoniecznie te na pierwszym planie. Wypuszcza się czasem na wyprawy, np. na ul. Wiatrakową pod szkołę, czy na Mazowiecką, czy na białostockie cmentarze. Pokazuje też święta państwowe i kościelne, ale w nietypowy sposób.

Na przykład?

- Jest takie fajne zdjęcie, na którym z domu wysypuje się orkiestra dęta. Data zrobienia zdjęcia - 26 maja. Jak nic, Święto Wniebowstąpienia. Wygląda na to, że muzycy dopiero udają się na uroczystości. Do katedry mają niedaleko - po bliższym przyjrzeniu się można dostrzec, że muzykanci stoją przed budynkiem Chrześcijańskiego Zjednoczenia przy ul. Kilińskiego 4, czyli między obecnym Pałacykiem Gościnnym a nieistniejącym już Hotelem Ritz. Skądinąd w podwórku pod tym adresem dużo się działo - był tam Związek Młodzieży Pracującej, były warsztaty samochodowe. Wszyscy się tu znali, Augustis miał parę numerów dalej zakład fotograficzny.

Niezwykle ciekawy związek dat i zdjęć wskazuje na to, że Augustis czasem kreuje sytuacje. Jest w albumie takie prześmieszne, wręcz groteskowe zdjęcie siłacza podnoszącego kowadła. Data wskazuje na to, że w tym dniu w Białymstoku obchodzono Dzień Morza. Dziś mamy do tego stosunek kpiący, ale przed wojną Białystok należał do Ligi Morskiej i Kolonialnej i było to wielkie święto. Święto demonstracji siły, potęgi - oto mamy dostęp do morza! W tym dniu na Rynku wystawiano latarnię morską, organizowano uroczystości. Tymczasem Augustis nie idzie na uroczystości tylko wałęsa się po podwórkach. Czy on sobie to tak dowcipnie ułożył, czy to tylko ja sobie ten dowcip dośpiewuję? W każdym razie jakoś się to mi fajnie układa. Oto święto potęgi, więc siłacz napina mięśnie, wręcz groteskowo. Taka przerysowana alegoria.

Są ze trzy fotografie z 15 sierpnia, kiedy obchodzony był Dzień Żołnierza z okazji Cudu nad Wisłą. na jednym z nich Augustis pokazuje żołnierzy, ale bynajmniej nie na paradzie, ale w chwili powrotu z uroczystości. W okolicach Rynku Siennego idą szeroką ławą, pełny luz, roześmiani...

Podobno można dostrzec też związek między zdjęciami Augustisa a ówczesnym repertuarem kinowym?

- Być może nie trafiam w jego żart, być może to tylko mi się tak wydaje, ale ja ten związek i przymrużenie oka dostrzegam. Augustis bawi się ujęciami, czasem wyraźnie kreuje. Na jednym ze zdjęć - w albumie nr 78. - zobaczyć można przed kościołem czterech młodych elegancików. I zza ich pleców nagle wystaje jeszcze jeden, taki niewyraźny, jakby niepełny. W ogóle do nich nie przystaje, jakby się wkręcił w kadr. Przeglądam gazety i co widzę? Oto w kinie Modern na Lipowej w tym samym czasie grano film: "Przebojowa komedia wiedeńska. Film tysiąca pomysłów i melodii. 4 i 1/2 muszkietera"! Jak nic Augustis zrobił sobie własną zabawną ilustrację.

Albo inne zdjęcie. Młoda, ładna dziewczyna, jak z innej historii, a w tle okropne podwórko. Skojarzyło mi się, że w tym momencie grano francuski film "Adieu". Ona była właśnie jak z tego filmu: taka francuska - w geście, lekkości. Musiał to wykreować. Augustis był doskonałym obserwatorem, pewne szczegóły na zdjęciu nie mogą być tylko przypadkiem. Na zdjęciu nr 47. pani z naręczem kwiatów stoi przed drzwiami z napisem: "Polski Związek Zawodowy Chrześcijańskiej Służby Domowej", obok było też "Biuro pośrednictwa pracy". Jest też drugi szyld: "Salon damski", prowadzony przez człowieka o nazwisku Babikier. Całość ma świetną kompozycję i daje zabawne skojarzenie.

A co ze zdjęciami, pod którymi co prawda jest data, ale trudno umieścić je w szerszym kontekście?

- Przedwojenna prasa to zagłębie znakomitych cytatów. Jedno ze zdjęć Augustisa jest wyjątkowo rozczulające: maluszek siedzi w misce pełnej wody, nad nim pochyla się matka. Do fotografii wynalazłem w gazetach następujący tekst: "Białystok posiada najwyżej tysiąc domów, w których są łazienki. Zakładów kąpielowych jest wszystkiego dwa - łaźnia przy ul. Nadrzecznej i zakład kąpielowy pana Bolego przy Jurowieckiej. Mieszkańców Białystok liczy sto tys. osób. Przypuśćmy, że w łazienkach domowych kąpie się tygodniowo 30 tys. osób, w zakładach kąpielowych - 10 tys. Razem - 40 tys. Gdzie kąpie się pozostały Białystok?"

Album "Augustis" zrealizowany został ze środków miejskich pod patronatem Prezydenta Białegostoku, przy współpracy Wyższej Szkoły Administracji Publicznej i "Gazety Wyborczej"

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów