Do zbrodni doszło na początku marca ub.r. na plebanii w Miłkowicach-Maćkach (gmina Drohiczyn). Morderca w śledztwie stwierdził, że brakowało mu pieniędzy na wódkę.
23-letni Artur Klencner (sąd zezwolił na podanie danych) został skazy przez sąd pierwszej instancji na karę 25 lat więzienia. Apelację od tego wyroku złożyła zarówno prokuratura i siostra, która w procesie występuje jako oskarżyciel posiłkowy, jak też obrońcy skazanego.
Prokuratura i oskarżycielka posiłkowa wątpliwości nie mają, że Klencner powinien usłyszeć: - Dożywocie.
- To nieprawda, że on okazał skruchę, że żałuje. Ten człowiek przestraszył się kary, jaka go czeka. Przecież siedząc w więzieniu pisał piosenki, w których chwalił się tym, co zrobił. Siebie nazwał kilerem 9, który zabił księdza - udowadniała przed sądem prokuratorka.
W celi, gdzie siedział Klencner, śledczy znaleźli zeszyt, w którym mężczyzna zapisywał słowa hiphopowych piosenek. Fragment jednej z nich brzmiał dokładnie tak: "Kiler ksywę dostałem, bo zaj...ć księdza musiałem. Byłem głupi, że złapać się dałem i do wszystkiego się przyznałem. I tak tego nie żałowałem, że klechę zaj...m, bo ja na niego wyrok wydałem".
Natomiast obrona podnosiła we wtorek, że kara 25 lat pozbawienia wolności jest nieadekwatna do czynu, który popełnił Klencner. Przyznał się, od początku współpracował ze śledczymi. Wszystko dokładnie opisał podczas wizji lokalnej. To zdaniem obrońców są okoliczności na tyle łagodzące, że kara powinna być zdecydowanie niższa.
- Nie mogę tego słuchać. Skrucha? Po tym jak zadał dziewięć ciosów nożem. Przepraszam, nie mam siły już o tym mówić - płakała siostra księdza.
Klencner, mimo młodego wieku, wcześniej był już dwa razy karany. Zabójstwo księdza zaplanował dokładnie. Naostrzył w domu śrubokręt, zabrał rękawiczki, by nie zostawiać odcisków palców. Na plebanię wszedł, obchodząc zabudowania przez pola, by nikt go nie widział. Kiedy już księdza okradł, wcześniej dźgając go śrubokrętem, zabił go ciosami nożem. Wbijał go w tułów dziewięć razy. Żeby mieć pewność, że proboszcz już nie żyje, poderżnął mu gardło. Tłumaczył to potem obawą, że duchowny wezwie policję. Za ukradzione pieniądze przez dwa dni imprezował ze znajomymi.
Z Arturem Klencnerem na ławie oskarżonych siedziało jeszcze pięć osób. Robert T. razem z nim poszedł do księdza, ale kiedy zorientował się, co się dzieje, uciekł (prokuratura dla niego chce 4 lat więzienia). Pozostałe osoby z zabójcą bawiły się za zrabowane pieniądze. Dla dwóch z nich prokuratura chce kar w zawieszeniu, dla dwóch innych - 2,5 i 3 lat bezwzględnego więzienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok