Święty żył wśród nas

Agnieszka Domanowska
03.06.2010 , aktualizacja: 03.06.2010 18:46
A A A Drukuj

Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja

Uczył się w liceum w Suchowoli. Spokojny, nie przeklinał i nie przywiązywał dziewczynom warkoczy do krzeseł. Kiedy został kapelanem Solidarności, do rodzinnej miejscowości wpadał tylko na chwilę. - Wszystko dobrze? - pytał i wracał
Ksiądz Jerzy Popiełuszko, zamordowany w 1984 r. Po 13 latach rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Jego zwieńczeniem będą niedzielne uroczystości w Warszawie.

W lutym, kiedy abp Kazimierz Nycz ogłaszał: "6 czerwca tego roku, w dniu Święta Dziękczynienia w Warszawie, ks. Jerzy Popiełuszko zostanie wyniesiony na ołtarze" - Polska zamilkła. W Suchowoli, rodzimej parafii kapelana Solidarności na wiadomość czekano, ale przyjęto ją ze spokojem, bez aplauzu, zrywu radości i fajerwerków.

- Tak jest dobrze. Ksiądz Jerzy był spokojny, opanowany i my też już jesteśmy spokojni - mówili przyjaciele, znajomi i najbliższa rodzina chwilę po tym, kiedy oficjalnie ogłoszono termin beatyfikacji. Nie było też zdziwienia, kiedy okazało się, że beatyfikacja odbędzie się w Warszawie, a nie w Suchowoli, a byli tacy, którzy na to liczyli.

- Uroczystość beatyfikacyjna rozpocznie się na placu Piłsudskiego, a przewodniczyć jej będzie prefekt watykańskiej kongregacji ds. beatyfikacji i kanonizacji, abp Angelo Amato - abp Nycz rozwiał wszelkie wątpliwości.

Suchowola jedzie do Warszawy

W dniu, kiedy ogłaszano dzień beatyfikacji ani w Suchowoli, ani w Okopach, gdzie się urodził, nie było wielkiego napięcia, ani oczekiwania. Dzień jak co dzień.

Józef Skorupski, sekretarz miasta już słyszał nieoficjalne informacje, że beatyfikacja będzie w czerwcu. W urzędzie nikt nie czekał na transmisję konferencji arcybiskupa Kazimierza Nycza.

- Nie będziemy oglądać, bo w urzędzie nie mamy telewizora - mówi rozbrajająco szczerze Skorupski. - Ale to nic, my od dawna wiemy, że wśród nas żył święty. To była tylko kwestia czasu.

Jak 6 czerwca będzie wyglądać Suchowola?

- Nie może być inaczej. Jedziemy do Warszawy. Jadą delegacje z gminy, urzędu, szkół. Również parafia organizuje wyjazdy autokarami. Myślę, że pojadą wszyscy, którzy mogą, którzy czują się na siłach - mówi Jerzy Omielan, burmistrz Suchowoli i zapewnia, że transport dla rodziny księdza Jerzego również został zorganizowany.

Ci, którzy zostaną w Suchowoli, przez cały dzień będą mogli uczestniczyć w czuwaniu modlitewnym w kościele.

A później? Będą tłumy pielgrzymów, będą autokary, może nawet pielgrzymki piesze, wszak to tu w Suchowoli żył i mieszkał święty.

Parafia św. Apostołów Piotra i Pawła podjęła już starania, by relikwie księdza wróciły do domu. Jest to możliwe i bardzo prawdopodobne.

- Wszyscy tu uważamy, że tak się powinno stać - mówi burmistrz.

W nocy z 6 na 7 kwietnia w Warszawie odbyła się ekshumacja zwłok ks. Popiełuszki. Z grobu kapłana, który znajduje się przy kościele św. Stanisława Kostki, wydobyto podwójną trumnę. Wiadomo, że ciało księdza Jerzego jest dobrze zachowane. Po pobraniu cząstek kości, które staną się niedługo relikwiami, ciało męczennika złożono do nowej trumny.

Mój wujek to ksiądz Jerzy

W miejskiej bibliotece w Suchowoli pracuje Agnieszka Boguszewska. Młoda skromna dziewczyna. To siostrzenica księdza Jerzego.

- Cóż ja mogę powiedzieć... Kiedy to się stało, miałam roczek. Nie znałam księdza Jerzego. Opowiadała o nim mama, babcia i wujkowie - mówi dziewczyna.

- Księdza Jerzego? - dopytujemy.

- Tak. W rodzinie tak o nim mówią wszyscy. Nawet babcia, czyli jego matka. Dla nas to nie syn, brat czy wujek. To ksiądz Jerzy. Co się teraz czuje? Hmm. Jak powiem, że radość, to będzie takie oczywiste. Ale tak właśnie jest. Czasem rozpiera mnie taka duma, że to w mojej rodzinie będzie święty. Zresztą dla nas wszystkich teraz to wielka ulga, że ta tragedia była po coś.

Otarłam się o świętość

Krystyna Gabrel i je mąż Edmund na ogłoszenie terminu beatyfikacji czekali we własnym domu w Suchowoli, przed telewizorem.

- Wielkie przeżycie na pewno. Ale nie ma we mnie zdziwienia, ani nawet takiego wzruszenia do łez. Łzy już były. Były wtedy, kiedy został porwany, kiedy modliliśmy się o jego ocalenie i wtedy, kiedy przyszła ta najtragiczniejsza wiadomość - wspomina Krystyna Gabrel. Przez cztery lata uczyła się w jednej klasie z księdzem Jerzym. Dziś jest schorowaną osobą, porusza się na wózku.

- To nic. Tak miało być. Alek, tak na niego mówiliśmy, bo naprawdę nazywał się Alfons, już w szkole średniej był świętym. Teraz trudno to opowiedzieć, ale taki właśnie był. Nie mogę uwierzyć, ale otarłam się o świętość i dlatego nawet to moje kalectwo ma sens - wspomina Krystyna. O Alku mówi, że był spokojny, nie przeklinał, i nie przywiązywał jej warkoczy do krzeseł.

- A mój mąż i owszem - śmieją się oboje.

Pan Edmund doskonale pamięta ostatnie spotkanie z księdzem Jerzym.

- Jak zawsze w biegu. Jechał na prymicję do swego kuzyna. Spotkaliśmy go na ulicy w Suchowoli. Kilka jak zawsze serdecznych słów i pognał dalej - wspomina mężczyzna. - Kiedy dowiedziałem się, że został porwany, wiedziałem, że to koniec. Nie miałem żadnej nadziei i nie umiem tego wytłumaczyć... Dziś wiem, że tak miało być, nasz Alek będzie świętym.

Wychowała świętego. Dziękujemy

Marianna Popiełuszko, matka księdza Jerzego w minionym tygodniu obchodziła setne urodziny. Okolicznościowe życzenia złożyli jubilatce m.in. wojewoda podlaski i burmistrz Suchowoli.

Jerzy Omielan powiedział, że spotkanie z dostojną jubilatką w jej domu było krótkie. Złożono jej najlepsze życzenia, wręczono kwiaty. Marianna Popiełuszko serdecznie podziękowała za pamięć. W ocenie burmistrza matka księdza Jerzego Popiełuszki "zachowuje pogodę ducha, uśmiech i humor" i ma dobre samopoczucie. Przygotowuje się do niedzielnych uroczystości. Przecież nie może jej tam zabraknąć.

Polscy biskupi kilka tygodni temu podziękowali matce księdza Jerzego Popiełuszki za wychowanie niezłomnego kapłana męczennika. Podziękowania znalazły się w liście pasterskim, który przygotowała Konferencja Episkopatu Polski. Biskupi we wspomnianym liście podkreślają rolę rodziny w wychowaniu religijnym księdza Jerzego. Od dzieciństwa ksiądz Popiełuszko starał się codziennie uczestniczyć we mszy świętej, służąc przed ołtarzem jako ministrant.

"Mamo, Bóg zapłać za takiego syna! Bóg zapłać za takiego kapłana! Bóg zapłać za Twoją wiarę!" - napisali biskupi, zwracając się do Marianny Popiełuszko.

Kim był ksiądz Jerzy

Ks. Jerzy Popiełuszko 19 października 1984 r. został zamordowany przez funkcjonariuszy IV Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wszyscy, którzy brali udział w zabójstwie, od dawna są już na wolności; ich przełożonych uniewinniono. W 1997 r. rozpoczęto proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. Papież Benedykt XVI 19 grudnia 2009 r. złożył podpis na dekrecie o męczeństwie księdza Popiełuszki, co oznaczało zakończenie procesu beatyfikacyjnego.

W 1984 r. ks. Jerzy był rezydentem w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu; duszpasterzem robotników Huty Warszawa, służby zdrowia i kapelanem podziemnej Solidarności. Jego comiesięczne msze św. za ojczyznę gromadziły tłumy wiernych. Władze PRL zarzucały księdzu, że tworzy seanse nienawiści, wiece polityczne i bezprawnie gromadzi tłumy; oskarżano go o polityczny fanatyzm, pomawiano o malwersacje finansowe i niemoralne prowadzenie się. 19 października 1984 r. ksiądz Popiełuszko wracał z Bydgoszczy, gdzie odprawił mszę św. dla ludzi pracy w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników. W pobliżu wioski Górsk, na terenie niezabudowanym, zatrzymali go trzej funkcjonariusze IV departamentu MSW, zajmującego się zwalczaniem Kościoła katolickiego: Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala. Popiełuszko został ciężko pobity, skrępowany sznurem i wrzucony do bagażnika esbeckiego auta. Kierowcę ks. Popiełuszki, Waldemara Chrostowskiego obezwładniono i wepchnięto do auta. Zdołał on jednak wyskoczyć z jadącego samochodu i dotarł do kółka rolniczego w Przysieku, a potem do jednej z toruńskich parafii. Tam przekazał informacje o uprowadzeniu księdza Popiełuszki. Nie wiadomo dokładnie, co się wydarzyło od momentu porwania księdza, do chwili wrzucenia go do zalewu pod Włocławkiem. Prawdopodobnie uciekł z auta, ale esbecy go dogonili i pobili. Na podstawie sekcji zwłok potwierdzono, że był brutalnie bity oraz związany w taki sposób, że przy każdym ruchu sznur zaciskał mu się wokół szyi. Prawdopodobnie zginął 19 października, zanim został wrzucony do wody, ale pojawiały się też inne wersje, których nigdy nie potwierdzono.

Brak komentarzy