Nowoczesny sprzęt do operacji endoskopowych, kilka monitorów, zestaw do znieczulania, urządzenia do transmisji danych na odległość - specjalny moduł telemedyczny, a wszystkim kieruje komputerowy mózg. Tak wygląda nowa sala operacyjna. Powstała na oddziale położnictwa i ginekologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym.
- Pierwsza taka multimedialna sala w Polsce powstała właśnie u nas. Została wyposażona w ramach projektu "Zapewnienie najwyższego standardu opieki kobiecie poprzez rozwój technik endoskopowych", na który białostocka klinika otrzymała pieniądze z tzw. funduszy norweskich. To blisko 3,5 mln zł - mówi profesor Piotr Knapp, szef kliniki ginekologii. Ta kwota obejmuje nie tylko zakup sprzętu i wyposażenie sali, ale również cykl szkoleń w najlepszych ośrodkach ginekologicznych w Europie.
- Pięciu naszych lekarzy szkoli się już z technik endoskopowych za granicą - dodaje Knapp.
Operacje endoskopowe w szpitalu wykonywane są od dawna, ale na gorszym sprzęcie. Pierwszy zabieg zaplanowano na czerwiec.
Jak twierdzą lekarze ze szpitala klinicznego, w nowej sali operowane będą pacjentki z wszelkimi chorobami nowotworowymi, ale przede wszystkim kobiety w ciąży.
- Dzisiaj jesteśmy w stanie leczyć dzieci jeszcze w łonach matek, i ta sala w tych wszystkich przypadkach będzie niezastąpiona - mówi profesor Knapp. - Na przykład bardzo często w przypadku ciąż bliźniaczych jedno dziecko przyjmuje więcej pokarmu, drugie mniej. Za pomocą endoskopu jesteśmy w stanie to wyrównać.
Nowy sprzęt pomoże również w leczeniu tzw. macicznych powodów niepłodności.
- Operacje endoskopowe są mniej uciążliwe niż tradycyjne, bo pacjentki szybciej dochodzą do zdrowia, po operacji zostaje małe nacięcie na brzuchu, kobieta już następnego dnia może opuścić szpital - dodaje Krystyna Steckiewicz.
Największą zaletą uniwersyteckiej inwestycji będą operacje zaawansowanych nowotworów szyjki macicy. Skorzystają na tym przede wszystkim młode kobiety.
- Dzięki tym nowościom nie będą one pozbawione możliwości zajścia w ciążę w przyszłości - mówi Knapp. - Chodzi o to, by nie usuwać - jak w metodach tradycyjnych - całego narządu rodnego, a jedynie samą szyjkę macicy z przylegającymi tkankami, i zostawić trzon macicy, czyli miejsce, gdzie rozwija się ciąża. Sala została wyposażona również w specjalny system oświetleniowy.
- To niebieskie światło jest po to, aby lepiej było widać wszelkie krwawienia - mówi położna.
Wartość całego projektu to około 3,5 mln zł, z czego około 15 proc. stanowi dotacja z Ministerstwa Zdrowia, reszta pochodzi z funduszy norweskich. Szkolenia lekarzy potrwają do przyszłego roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok