Niezwykli goście z Ugandy z koncertem w "Gazecie"

jok
2010-05-07, ostatnia aktualizacja 2010-05-07 20:26

Logo: Pod patronatem 'Gazety'
Logo: Pod patronatem 'Gazety'
Fot. studio Gazety

Nietypowe popołudniowe kolegium mieliśmy w piątek w redakcji. Roztańczone i rozśpiewane, pulsujące rytmem afrykańskich bębnów euunya. Odwiedzili nas młodzi podopieczni salezjańskiej misji Children and Life Mission w Namugongo

Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się doskonale
Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się...
Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się doskonale
Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się...
Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się doskonale
Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
Grają, tańczą i śpiewają. Choć w redakcji było trochę ciasno, koncert udał się...
ZOBACZ TAKŻE
Tak! Z misji w Ugandzie, tej samej, którą Podlasianie dobrze już znają dzięki ubiegłorocznym egzotycznym odwiedzinom. Tyle że przed rokiem podziwialiśmy ekipę akrobatów, która zatrzymała się w Salezjańskim Ośrodku Wychowawczym w Różanymstoku i dała popis podczas ulicznego spektaklu "Ugryziona Pietruszka" w Białymstoku.

Tym razem w Warszawie razem z opiekunami (ks. Ryszardem Józwiakiem i wychowawcą Josephem Wanderą) wylądowało w środę kilkunastu chłopców, specjalizujących się w grze na narodowych instrumentach (piszczałkach, drewnianych cymbałach i bębnach: engalabi, emut'u, euunya i namunjoloba) oraz w śpiewie. Po 10 godzinach lotu, podróży do Różanegostoku i kolacji, od razu wyskoczyli na boisko, by pograć w piłkę z wychowankami salezjańskiego ośrodka. Miejscowi chłopcy - co im się raczej nie zdarza - cichutko i w skupieniu słuchają prób swoich egzotycznych kolegów.



Ich występy to sam żywioł. Padają na podłogę w tańcu dla króla i tryskają wigorem w szybkim tańcu zarezerwowanym dla zaręczyn.

- Kto nie wytrzyma tempa, nie zasłuży na wybrankę - śmieje się salezjanin ks. Ryszard Józwiak.

Prowadzi misję w ugandyjskiej wioseczce Mulawa, cztery kilometry za Namugongo. Placówka daje dom blisko 200 chłopcom w wieku 6-17 lat. To dzieci wyjątkowe. Nierzadko bez jednoznacznie określonej tożsamości, dat urodzenia, dobrych wspomnień. Dzieci ulicy, sieroty i półsieroty, wyrzucone z domów lub takie, które musiały z nich uciekać. Misja ich wyciąga z ulicy. Razem z wychowawcami ("wujkami" - tak ich nazywają) uprawiają ogródek, zbudowali już kościół, a teraz czas na szkołę (by dowiedzieć się, jak można pomóc, wystarczy zajrzeć na stronę www.calmuganda.com). Dla chłopaków szkoła, potem zdobycie fachu stolarza, hydraulika czy krawca, to przepustka do normalnego życia. Kilku ma szansę na studia. Chęć nauki to jedyny warunek przebywania na misji.

Poza radością życia i promiennymi uśmiechami, dzieci te są wyjątkowe jeszcze pod jednym względem - mają ogromny szacunek nie tylko do opiekunów, ale do wszystkich dorosłych. Ks. Ryszard tłumaczy, że maksyma życiowa Ugandyjczyków mogłaby brzmieć: "Przynależę, więc istnieję". Dlatego tak łakną domu, rodziny, grupy.

W ciągu tego miesiąca będziemy mogli lepiej ich poznać. Na Podlasiu zostaną do 27 maja. Odwiedzą parafie, szkoły, a przede wszystkim zaprezentują się podczas I edycji Festiwalu Młodzieży Bez Granic w Różanymstoku. Podczas kilkudniowych warsztatów muzyczno-tanecznych nauczą swych podlaskich kolegów gry na tradycyjnych bębnach. Stworzą polsko-ugandyjską orkiestrę, która wystąpi w finałowym dniu festiwalu. Na Orkiestrę Bez Granic zapraszają w niedzielę 16 maja o godz. 13. Na wszystkie koncerty i pokazy w ramach festiwalu - wstęp wolny.

Jeśli chcecie im kibicować, głośno krzyczcie: "bulungi!" [bulundżi] - w ich ojczystym języku luganda oznacza to - "dobrze".

Artyści z Ugandy w obiektywie. 2009 r.



Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów