Proces oskarżonego mężczyzny to jedna z najgłośniejszych spraw na Podlasiu. Toczyła się w sumie cztery razy. Raz Jan S. został nieprawomocnie skazany na 15 lat więzienia. Trzy razy - również nieprawomocnie - był uniewinniany. Ostatecznie o jego niewinności zadecydował Sąd Najwyższy w lipcu ubiegłego roku.
Mężczyznę oskarżono nie tylko o zabójstwo żony, ale też o molestowanie syna. Motywem zbrodni miała być kłótnia małżonków o dziecko. Jan S. twierdził, że na ich dom ktoś napadł, udusił jego żonę, to samo chciał zrobić z nim oraz z synem.
Uniewinniony mężczyzna zażądał od skarbu państwa 185 tys. zł. To kwota, na którą składa się zadośćuczynienie za niesłuszne aresztowanie (np. straty moralne) oraz odszkodowanie za poniesione w czasie aresztu straty (np. utracone zarobki czy poniesione koszty leczenia). Sąd Okręgowy w Suwałkach w grudniu zeszłego roku przyznał mężczyźnie jedynie 90 tys. zł zadośćuczynienia. O odszkodowaniu nie było mowy.
Od wyroku odwołała się prokuratura, argumentując, że przysądzona kwota jest zbyt wysoka w porównaniu do realiów. Sądy zwykle przyjmują wysokość odszkodowania na poziomie 3-5 tys. zł za miesiąc izolacji. Z kolei Jan S. i jego mecenas domagają się szczegółowego zbadania sprawy, ponieważ sąd w Suwałkach nie rozpatrzył - ich zdaniem - najważniejszych dowodów, a to miało wpływ na nieprzyznanie odszkodowania.
Wczoraj odwołaniami zajął się Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Orzekł, że proces odszkodowawczy trzeba powtórzyć. Uznał przy tym po części argumenty i prokuratury, i Jana S. Jak stwierdził w uzasadnieniu sędzia Janusz Sulima, w aktach sprawy jest za mało informacji, by na ich podstawie móc określić wysokość końcowej kwoty. Suwalski sąd zbyt pobieżnie i zbyt szybko przeprowadził swój proces. Brakuje dokumentów na to, w jakich warunkach w areszcie przebywał mężczyzna, jak się zachowywał, czy na co się wtedy skarżył (obrońca Jana S. podczas wczorajszego wystąpienia podkreślał, że jego klient trafił do aresztu z opinią mordercy żony oraz osoby seksualnie wykorzystującej syna, a takie zarzuty - zwłaszcza ten ostatni - powodują, iż inni współwięźniowie bardzo źle odnoszą się do takich osadzonych). Sąd wytknął, że brakuje nawet dokładnego przesłuchania Jana S., nie wspominając już w ogóle o innych świadkach.
- Co do zasady, zadośćuczynienie powinno być zasądzone. Sporna jest jego wysokość - tłumaczył sędzia.
Dodał jednak, że w tej sprawie rozstrzygane powinny być tylko kwestie dotyczące samego aresztu, a nie dziesięcioletniego procesu. Tych roszczeń można dochodzić w oddzielnym procesie.
Jan S. został uniewinniony w procesie o morderstwo, ponieważ brakowało jednoznacznych dowodów jego winy. Odpowiedzialność za to - jak ustalił w październiku 2008 r. białostocki sąd apelacyjny - ponosi prokuratura i policja. Te już na etapie zbierania pierwszych dowodów i zabezpieczenia miejsca zbrodni popełniły tak dużo i tak kardynalnych błędów, że w ogóle nie dało się ustalić kwestii winy. Mieszkanie, w którym doszło do zabójstwa, źle przeszukano, źle zabezpieczono dowody, źle przesłuchano Jana S.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok