Nie tylko został on zabezpieczony i naprawiony. Na podstawie zachowanych reliktów malowideł z XV we wnękach zamku zostały wymalowane ozdoby: rybie pęcherze, rozety i trójliście. Konserwatorzy z pracowni Stiuk zadbali o to, by malowidła nie raziły efektem nowości. - Uważam, że praca została wykonana bardzo fachowo i estetycznie. To kawał porządnej roboty, którą będziemy mogli chwalić się jeszcze przez długie lata - mówi Janusz Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur. - Nie bez znaczenia jest aspekt edukacyjny, bo gołym okiem każdy będzie mógł zobaczyć, jak kiedyś ozdabiano budowle.
Zanim konserwatorzy podjęli ostateczną decyzję o odtworzeniu na fryzie i blendach malowideł, trzeba było długich przemyśleń. Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków zasięgało m.in. rady specjalistów z Torunia. Ci stwierdzili, że należy odtworzyć dekoracje sprzed wieków. Ostatecznie uznano, że w tak reprezentacyjnym miejscu warto wykonać aranżację. Widzowie powinni pamiętać, że kiedyś także mury zamkowe były malowane na czerwono. Na podstawie zachowanych fragmentów konserwatorzy z dużym prawdopodobieństwem odtworzyli wygląd szczytu sprzed setek lat. Prace kosztowały prawie 190 tys. zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn