Gutkowo kojarzy się z domami jednorodzinnymi. Jedyne bloki są w rejonie ul. Sokolej, Porannej i Żurawiej. - Zainwestowałem ogromne pieniądze w kupno działki i budowę domu jednorodzinnego. Sprawdziłem plany na przyszłość i wiedziałem, że w najbliższej okolicy nie będzie bloków - mówi jeden z właścicieli domu przy ul. Czarnieckiego. Jakież było jego zdziwienie i wielu sąsiadów, gdy dowiedzieli się, że jeden z deweloperów i Olsztyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa chcą między ulicami Żurawią a Soroki budować bloki. Ich niezadowolenie jest tak duże, bo OSM i deweloper kilka lat temu kupili działki pod budownictwo jednorodzinne, a teraz proszą ratusz, by mogli postawić na nich budynki wielorodzinne. - Chodzi o zabudowę do trzech kondygnacji, ten wniosek właśnie rozpatrujemy - mówi Jerzy Piekarski, wicedyrektor wydziału architektury i planowania przestrzennego Urzędu Miasta.
Obok są już inne budynki OSM i Olsztyńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Na ich budowę także ludzie się nie zgadzali, ale wtedy sytuacja była inna. OSM i OTBS stawiały bloki na terenie przeznaczonym dla budownictwa wielorodzinnego.
Klinem w domy jednorodzinne
Jerzy Okulicz, prezes OSM mówi, że protest jest wyolbrzymiony. - Nikt nie chce przecież budować wieżowców, które zakłóciłyby spokój. Nie można patrzeć egoistycznie - przekonuje. Trudno jednak uznać, by w najnowszym proteście chodziło tylko o spokój mieszkańców willowej dzielnicy. Ludzie mają powody, by mówić, że zostali oszukani, skoro duzi inwestorzy kupili teren pod domki, a chcą na nim stawiać bloki. - Wchodzenie z zabudową wielorodzinną klinem między domy jednorodzinne uważamy za karygodne z punktu widzenia standardów urbanistycznych - zirytowani mieszkańcy napisali w proteście do ratusza. - Deweloperzy idą na łatwiznę i wciskają bloki w tereny już zainwestowane i uzbrojone dzięki inicjatywie i nakładom mieszkańców osiedli domów jednorodzinnych.
Urzędnicy proponują kompromis. - Wyjściem jest wprowadzenie pomiędzy bloki a domy jednorodzinne zabudowy szeregowej - uważa Piekarski. A radny Marian Zdunek mówi, że zanim radni podejmą decyzję, czy zgodzić się na zmianę przeznaczenia terenu w Gutkowie, konieczna będzie wizja lokalna. - Właściciele domów jednorodzinnych, kupując nieruchomość, muszą mieć pewność, że nie powstanie koło nich wysoka zabudowa - mówi.
To nie pierwszy raz
Protesty na osiedlach jednorodzinnych przeciw blokom wybuchają często. Najczęściej niezadowolonym nie udaje się powstrzymać inwestycji. Skuteczni w swoim proteście okazali się jednak mieszkańcy Redykajn, którzy wybili urzędnikom ratusza z głowy zamiary przeznaczenia pod bloki brzegów jeziora Podkówka.
Z rozmów z urzędnikami wynika, że łączenie zabudowy wielo- i jednorodzinnej to celowy zabieg. - Jednorodne dzielnice [albo jednorodzinne, albo blokowiska - red.], nie sprawdzają się w architekturze - twierdzi wicedyrektor Piekarski. - Przykładem są amerykańskie osiedla domów jednorodzinnych ciągnące się kilometrami. W naszej kulturze łączy się zabudowę wielo-, z jednorodzinną, czego doskonałym przykładem jest osiedle przy al. Przyjaciół. Dzięki łączeniu różnego budownictwa łatwiej zaplanować inwestycje celu publicznego, jak sklepy, przedszkola i szkoły.
Jednorodną zabudowę udało się zachować tylko na Dajtkach. Łączenia różnej zabudowy nie uniknęło os. Mazurskie. - Także przy ul. Grotha widać połączeniem trendów. Niska zabudowa została wchłonięta przez miasto, choć rzeczywiście nie powinno być tak, że ktoś z bloku zagląda sąsiadowi w talerz - dodaje Piekarski.
Brakuje planowania urbanistycznego
Rafał Jacaszek, znany olsztyński architekt: - W przypadku ul. Żurawiej jest to dosyć zaskakująca lokalizacja dla zabudowy wielorodzinnej.
I mówi, że również w sąsiedztwie jego domu jedna ze spółdzielni postawiła blok. - To jest denerwujące - nie ukrywa. - Z jednej strony musimy zdać sobie sprawę, że żyjemy w mieście, ale z drugiej - wydawanie pozwoleń na inwestycje w takich miejscach nie do końca jest przemyślane.
Architekt Anna Mikulska-Bąk twierdzi, że w Olsztynie widać brak planowania urbanistycznego. - W paryskich osiedlach stoją i domy niskie, i wysokie, ale całość jest tak skomponowana, że mamy wrażenie harmonii. Obok niskiego domu nie wyrasta budynek kilkupiętrowy - mówi. - U nas inwestor kupi niewielką działkę i realizuje swoje plany. Sąsiednią kupuje inny, ale już nie bierze pod uwagę co powstaje po sąsiedzku. I stąd chaos.
Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn