Bandyci z maczetami na wolności. Policja nadal bezradna

Joanna Klimowicz, Jakub Medek
30.03.2012 , aktualizacja: 30.03.2012 11:12
A A A Drukuj
Policja

Policja (Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta)

"Nie znaleziono materiału dowodowego, który by pozwalał na postawienie zarzutów" - tą formułką zasłaniają się policjanci i prokuratorzy. W czwartek policja zwolniła kilkunastu neonazistów, zatrzymanych w związku z napaścią na klub Rejs i brutalnym pobiciem 21-letniego Ormianina. W tej sprawie interweniuje już ambasador Armenii.
Ambasador osobiście zadzwonił do: wojewody, prokuratora okręgowego i komendanta podlaskiej policji.

- Mam nadzieję, że władze województwa podlaskiego są w stanie rozwiązać tę sprawę - mówi Ashot Galoyan, ambasador Armenii w Polsce. Podkreśla, że istnienie zorganizowanych grup skinheadów i ataki na obcokrajowców bardzo go niepokoją w kontekście stosunków między obu państwami. Wydaje mu się, że można było uniknąć rozlewu krwi, tym bardziej, że to nie pierwszy napad na młodego Ormianina.

- Pan ambasador wyraził żal, że coś takiego miało miejsce i zaproponował wsparcie. Ja z kolei zapewniłem go, że policja wciąż prowadzi czynności w celu wykrycia sprawców. Nie może informować o nich dopóki nie zakończy się śledztwo - mówi Maciej Żywno, wojewoda podlaski.

Policja "prowadzi czynności" odkąd na Podlasiu dochodzi do ataków na tle rasistowskim i ksenofobicznym, a jedynym efektem jej "wytężonych prac" są trzy umorzone śledztwa oraz brak jakichkolwiek oskarżonych czy nawet podejrzanych w pozostałych.

Wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie i w przypadku tej ostatniej, niedzielnej napaści. W niedzielę około godz. 21.30 do klubu Rejs na ulicy Nowy Świat w Białymstoku weszło kilkunastu mężczyzn w kominiarkach i kapturach. Jedyny niezamaskowany wymachiwał dokumentami sądowymi, krzycząc, że już wiadomo, kto pierwszy poszedł na współpracę z policją. Chodziło o proces za bijatykę z maczetami na ul. Suraskiej, do której doszło przed rokiem. Jedynym skazanym w tej sprawie został napadnięty przez skinów Ormianin Oxen S., który bronił się bardzo skutecznie. Dostał dwa lata za udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia, choć prokurator domagał się cztery razy wyższej kary, za usiłowanie zabójstwa. Traf chciał, że właśnie Oxen w niedzielę pełnił dyżur w pobliskim pubie Knay. Zaniepokojona demonstracją siły stadionowych bandytów obsługa Rejsu zadzwoniła do Knaya po wsparcie. Gdy Oxen dobiegł, napastnicy wychodzili z lokalu. Zaatakowali go nożami i uciekli. Ciężko rannego Ormianina zabrało pogotowie. Życiu chłopaka nie zagraża niebezpieczeństwo, ale jego stan jest poważny. W fatalnym jest zwłaszcza kolano, które zostało zmasakrowane tak, że lekarze nie mają wątpliwości, że nóż by tego nie dokonał. To musiała być maczeta lub toporek. Oxena czekają operacje. Sam poszkodowany nie jest w stanie wskazać żadnego z napastników.

Rasizm w Białymstoku - pobity Hindus boi się o życie



Policja zatrzymała ich w sumie kilkunastu i w ciągu dwóch dób usiłowała zidentyfikować. Jedyny niezamaskowany, który przewodził grupie i jednocześnie był zamieszany w zacieranie śladów po bijatyce przed rokiem (wydał dyspozycje by schować maczety), został przez świadków opisany jako "młody chłopiec o dość delikatnej twarzy", jeden z liderów bojówek kojarzonych z neonazistowskim ruchem Blood and Honour, aktywnych na stadionowych trybunach.

Mimo tego policjanci bezradnie rozkładają ręce - zatrzymanych na 48 godzin kiboli musieli zwolnić. Nie zebrali wystarczających dowodów przeciwko nim.

- Nie było materiału dowodowego, który pozwoliłby na postawienie zarzutów - mówi Marek Winnicki, szef Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe. Dodaje, że to absolutnie nie jest koniec sprawy. Prokuratura prowadzi dalsze czynności w tym dochodzeniu, ale jakie wersje i motywy wydarzeń przyjmuje - tego prokurator Winnicki nie może mówić, zasłania się tajemnicą śledztwa.

Pracownicy Rejsu nie mają wątpliwości, że napaść ma bezpośredni związek z bitwą na maczety na Suraskiej. Oraz szykowanym przez prokuraturę aktem oskarżenia na pozostałych jej uczestników. Współwłaścicielka restauracji, która zeznawała w charakterze świadka w pierwszym procesie, odbiera najazd jako próbę zastraszenia jej i innych świadków. Jest też przekonana, że powtarzające się ataki mają podłoże rasistowskie.

Ojciec Oxena, obywatel Armenii, od 20 lat mieszka w Polsce. Od 15 prowadzi tu firmę. Daje ludziom pracę, płaci podatki, pracuje dla tego kraju. Tutaj wychował trzech synów, którzy mają tu przyjaciół, to jest ich dom.

- Co ja mam teraz zrobić, skoro policja nie jest w stanie zapewnić nam bezpieczeństwa? Co ja mam zrobić jako ojciec? Czy mamy stąd wyjeżdżać, bo nas tu nie chcą, bo nie jesteśmy Polakami? Czy mam wynająć ochronę? Czy sam bronić siebie i rodziny? - pyta ojciec Oxena. Nie może pojąć wymiaru sprawiedliwości, który w pierwszej kolejności, gorliwie skazał jego syna - ofiarę napaści skinów, za to, że się bronił. Bandytom włos z głowy nie spadł, kompletnie bezkarnie zaatakowali znowu, jeszcze bardziej brutalnie. - To jest po prostu szczyt wszystkiego - denerwuje się ojciec Oxena.

Czy policja i prokuratura działają właściwie? Podziel się opinią!



  • Normalnie jak w Rosji! antybosman 30.03.12, 11:57

    Normalnie jak w Rosji, nie wolno wsadzić naziola do pudła, bo to antyrosyjskie!»

  • czy ktos zna nazwiska vicheer 30.03.12, 13:19

    prokuratora i sedziego z procesu w ktorym skazano ormianina?»

  • Bandyci z maczetami na wolności. Policja nadal ... graviti-pharma 31.03.12, 07:06

    Nie podoba mi się to co się dzieje w białostockiej Policji , publiczną tajemnicą jest to że część policjantów zaangażowana jest w dorabianie sobie po godzinach na bramkach białostockich »