- Poleciłem Łątce, by znalazł dla pomieszczeń na Starym Mieście inne zastosowanie. On tam z całą pewnością pracował nie będzie - powiedział poseł Janusz Palikot w wywiadzie opublikowanym w czwartek w "Gazecie". Życzeniu lidera lubelskiej Platformy Obywatelskiej natychmiast stało się zadość.
- Skoro to główny problem miasta Lublin, to wracam do gabinetu w ratuszu. Zresztą nigdy w pełni go nie opuściłem - mówi Łątka, obecnie dyrektor departamentu urzędu miasta, a wcześniej piastujący urząd sekretarza miasta.
Łątka wprowadził się do kamienicy przy ul. Złotej w styczniu. Zajął tam obszerny gabinet o powierzchni ok. 50 mkw. Twierdził, że potrzebuje dużo miejsca, ponieważ zwykle pracuje z całym zespołem ludzi, a jego gabinet w ratuszu był za mały. Inne pomieszczenia w kamienicy zajął wydział organizacyjny, wydział kultury urzędu miasta i biuro obsługi kancelaryjnej ratusza. Za wszystko ratusz płaci prywatnemu właścicielowi kamienicy 23 tys. złotych brutto miesięcznie.
- Wersal. Małe Bizancjum - mówił o "królewskim" gabinecie dyrektora Łątki Piotr Kowalczyk, przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. Na ostatniej sesji rady miasta przeciwstawiał luksus, w jakim pracuje Łątka, warunkom w jakich musi się gnieździć miejskie Centrum Interwencji Kryzysowej dla ofiary przemocy. Działa ono w ciasnej piwnicy przy ul. Szewskiej. W końcu sprawę postanowił załatwić Palikot wydając Łątce polityczne polecenie.
- Chciałbym pozostawić relacje z szefem regionu Platformy Obywatelskiej bez komentarza - odpowiada Łątka na pytanie o to, czy jego powrót do ratusza to efekt połajanki posła.
Mimo że Łątka opuści swój supergabinet, to miasto wciąż będzie płacić za wynajem kamienicy przy ul. Złotej. - Moim zdaniem wynajmujemy ją na zdrowych zasadach. W tych pomieszczeniach może znaleźć miejsce choćby miejski konserwator zabytków - uważa Łątka.
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin