Zaczęło się od zawiadomienia, jakie w zgierskiej komendzie złożyła właścicielka sklepu spożywczego w Giecznie pod Zgierzem. - W środę nad ranem stwierdziła, że do sklepu ktoś się włamał - opowiada aspirant sztabowy Magdalena Złotnicka ze zgierskiej policji. - W drzwiach była wybita szyba, a przed wejściem reklamówka ze skradzionymi papierosami. W sklepie policjanci znaleźli też dwie puste butelki po wódce: prawdopodobnie włamywacz opróżnił je na miejscu.
Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania włamywacza. Nie musieli odchodzić daleko. Kilkanaście metrów od sklepu, na przystanku autobusowym, odkryli leżącego mężczyznę, jak się okazało - 36-letniego. W kieszeniach miał skradzione papierosy, obok niego leżało kilka pustych butelek po wódce skradzionej w spożywczym. Nie składał wyjaśnień, bo policjanci nie mogli nawiązać z nim kontaktu. Wezwali więc pogotowie, które przewiozło włamywacza do szpitala. Tam okazało się, że stężenie alkoholu w jego organizmie to sześć promili.
Zobacz: Siedem promili to u niego norma!