Pili wódkę, we trzech. Nagle jeden z biesiadników dostał ułańskiej fantazji. Ukradł z podwórka swojego kompana ursusa i ruszył z kopyta. Przejechał tak drogą gminną pięć kilometrów, przeciął, szczęśliwie nie powodując wypadku, drogę wojewódzką i wjechał na sklepowe podwórko. Tyle, że brama była zamknięta, także wjechał razem z nią. Postanowił zawrócić. Przy tym manewrze przejechał po nodze siedzącemu na krawężniku mężczyźnie. I ruszył nie zrażony w drogę powrotną.
Ale dalszą jazdę przerwał mu radiowóz. Na jego widok szalony traktorzysta próbował uciec na piechotę. Szybko został złapany. Mężczyzna, któremu przejechał po nodze trafił do szpitala ze złamaniem. Traktorzysta miał 3,5 promila alkoholu we krwi. Grozi mu pięć lat więzienia.
Serwis policyjni.pl poleca: Jechał palącym się samochodem i nie dal się ratować