Radnego PO zdziwiły wygłoszone na początku marca wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat Gabonu. "Niezbyt wielkie państwo afrykańskie, gdzie poważną rolę odgrywają orzeszki ziemne" - taką definicję Gabonu podał prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Pytany wcześniej, dlaczego krytykując premiera Donalda Tuska, tłumaczył się ze swojego stwierdzenia o straszeniu Polaków przez premiera europejskimi obligacjami: "Równie dobrze można by wymyślić, że Gabon zaatakuje Polskę". Później prezes Jarosław Kaczyński tak wyjaśniał sens swojej wypowiedzi: "Mogłem równie dobrze powiedzieć o ataku Marsjan. Ale oczywiście Gabon jest realnym krajem. Jeśli ktoś w Gabonie poczuł się urażony, to przepraszam. Ale nie sądzę, aby tak było, bo równie dobrze polityk gaboński mógłby powiedzieć, że Polska zaatakuje Gabon".
Na te wypowiedzi i przewidywaną negatywną reakcję Gabończyków radny Kazimierz Czekaj zareagował postanowieniem wyjazdu do Afryki, by sprawdzić, jak bardzo tamtejsza ludność poczuła się urażona. Wczoraj późnym popołudniem radny Czekaj wylądował na gabońskiej ziemi.
- Zostałem bardzo ciepło przywitany. Spotkani Gabończycy powiedzieli mi, że nie gniewają się na Polaków. Chodzę w krótkich spodenkach, bo tutaj jest 30 stopni ciepła - powiedział wczoraj "Gazecie" w rozmowie telefonicznej Czekaj. - Żałuję tylko, że tutaj nigdzie nie ma orzeszków! - dodał rozczarowany.
Radny Czekaj jest z zawodu piekarzem. Promuje między innymi bajgle i obwarzanki. Wierząc w zapewnienia prezesa PiS-u o "poważnej roli orzeszków ziemnych" w gospodarce Gabonu, był gotowy na podpisanie dużych umów na eksport orzeszków do Polski.
- Obwarzanki posypane orzeszkami z Gabonu byłyby prawdziwym hitem sezonu - obiecywał sobie Czekaj. - Niestety, w tym kraju orzeszków ziemnych nie uprawia się, trudno je dostać nawet w sklepach z importowanymi towarami - westchnął radny i piekarz w jednej osobie. Ucieszyła go za to informacja, że rosną tu drzewa chlebowe.
Polityk dowiedział się, że gospodarka Gabonu oparta jest nie na wydobyciu orzeszków ziemnych, ale ropy naftowej, manganu, uranu, złota i rudy żelaza.
- Przekazałem już te informacje osobom odpowiedzialnym w rządzie premiera Donalda Tuska. Mogą być bardzo cenne w dobie szalejącego w Europie kryzysu. Jeśli połączymy naszą gospodarkę z gospodarką bogatego w surowce naturalne Gabonu, to Polska może stać się wiodącym krajem Unii Europejskiej - ocenił przyszłe rezultaty swojej misji Czekaj.
Dzisiejszego wieczora małopolski radny chce spotkać się z liderami Gabońskiej Partii Demokratycznej, z której wywodzi się prezydent kraju Omar Bongo. Polityk Platformy Obywatelskiej będzie namawiać kierownictwo rządzącego ugrupowania do współpracy z rządem PO na forum ONZ-etu. W ten sposób PO chce ograniczyć wpływy PiS-u na arenie międzynarodowej, które ma wkrótce wzmocnić nominacja związanej z braćmi Kaczyńskimi Anny Fotygi na stanowisko ambasadora RP przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W PiS-ie wyprawa radnego PO do Gabonu została bardzo chłodno przyjęta. - Niech radny Platformy i jego partyjni koledzy stukną się w głowę! Tylko tyle mam do powiedzenia! - tak od trzech tygodni reaguje na inicjatywę PO Joachim Brudziński, przewodniczący zarządu głównego PiS-u.
Wyjaśnienie od redakcji
Tekst niniejszy opublikowany został 1 kwietnia - w prima aprilis. Nazywany przez złośliwych "małopolskim Palikotem" radny wojewódzki PO Kazimierz Czekaj wprawdzie faktycznie zapowiedział wyjazd do Gabonu (po wypowiedziach prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego o "niezbyt wielkim państwie afrykańskim, gdzie poważną rolę odgrywają orzeszki ziemne"). ale jeszcze do Afryki nie wyjechał.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków