Odnalezione w Waszyngtonie archiwa opracował podczas drugiej wojny Instytut Niemieckiej Pracy na Wschodzie. Dokumentacja to materiały z lat 1941-43 sekcji rasowej i ludoznawczej. Są w niej zdjęcia z terenu Podhala: Zakopanego, Nowego Targu, Szaflar, Kościeliska, Witowa, ale także z miejscowości na wschód od Tatr, m.in. z Nowego Sącza, Hańczowej, Komańczy.
Najdokładniej naziści zbadali mieszkańców Szaflar, wsi pod Nowym Targiem. Obfotografowali tu 1003 osoby. Dlatego teraz naukowcy z UJ właśnie od Szaflar rozpoczęli rozwikływanie zagadki: - Po co naziści tak dokładnie badali górali?
- Może sądzili, że Szaflary mają germańskie korzenie i próbowali to udowodnić? - domyśla się dr Stanisława Trebunia-Staszel z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, sekretarz Rady Naukowej Związku Podhalan i góralka z dziada pradziada. - Wiele osób sfotografowanych przez Niemców ciągle żyje. Podczas wojny byli dziećmi. Gdy pytamy o tamte czasy, spotykamy się z różnymi reakcjami. Części osób kojarzy się to z akcją Goralenvolku i mówią, że nie chcą tego ruszać. Dlatego prosimy o pomoc proboszczów, wójtów w zorganizowaniu spotkań, by ludzie nie czuli się na nich nieswojo i otworzyli się przed nami - tłumaczy Trebunia-Staszel.
- To są typowe badania rasowe. Prawie wszystkim osobom zrobiono po cztery zdjęcia: en face, dwa profile i z głową zadartą do góry, tak by było dokładnie widać szyję - dodaje dr Małgorzata Maj, wicedyrektorka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ.
Nazistowskie zdjęcia przewędrowały pół świata, zanim po ponad 60 latach znów trafiły na
Podhale. Uciekając przed Armią Czerwoną, pod koniec wojny Niemcy wywieźli przechowywane w Krakowie archiwum do bawarskich zamków Zandt i Miltach. Tam trafiły w ręce Amerykanów, którzy jesienią 1945 roku wywieźli je do Stanów Zjednoczonych, myśląc, że to ważne dokumenty hitlerowskiej armii. Departament Wojny przekazał je do National Museum of Natural History przy Smithsonian Institution w Waszyngtonie. W 1950 r. część archiwum wróciła do Niemiec.
- Mamy też sygnały, że część dokumentów może ciągle znajdować się w wiedeńskich archiwach, bo badania na Podhalu prowadzili najprawdopodobniej Austriacy - mówi Trebunia-Staszel.
Na dokumenty IDO z terenu Polski natrafiła w Waszyngtonie antropolożka Gretchen Schafft. Dzięki temu o ich istnieniu dowiedziała się polska ambasada, która w 2003 r. rozpoczęła starania o przewiezienie dokumentów znajdujących się w USA na
Uniwersytet Jagielloński. Udało się to dopiero jesienią ubiegłego roku. Korzystając z wizyty Lecha Kaczyńskiego za oceanem archiwalia przetransportowano do Polski na pokładzie samolotu prezydenckiego.
W 75 pudłach przewieziono tysiące fotografii, slajdy, negatywy, rysunki - między innymi Tadeusza Kantora, sprawozdania, podania i legendy opisujące powstanie podhalańskich miejscowości. Są też szczegółowe ankiety antropologiczne i socjologiczne, z danymi osobowymi, genealogicznymi i medycznymi. Wiadomo już, że część negatywów pochodzi ze zrabowanych podczas wojny zbiorów Muzeum Tatrzańskiego.
Po dokładnym skatalogowaniu zbiorów UJ zamierza pokazać je na wystawie.