Do tragedii doszło we wsi Bór, kilka kilometrów od Nowego Targu. Kilkadziesiąt zadbanych domów, remiza, kościół. W niedzielę 18-letnia Beata wyszła z domu po południu. Spotkała się ze swoją o dwa lata młodszą przyjaciółką Anną. Razem wybrały się na ognisko palone z okazji Zielonych Świątek. Wiadomo, że potem siedziały w domu u Ani. Wieczorem postanowiły, że skończą ze sobą. Napisały pożegnalne listy i ruszyły do Beaty, kilkaset metrów pod górę połataną asfaltową drogą. Po drodze Anna wysłała jeszcze do znajomych SMS, że chce się zabić. W stodole za domem Beaty odebrały sobie życie.
Zaalarmowany SMS-em od byłej dziewczyny Łukasz zaczął szukać Anny. Gdy zajrzał do stodoły jej koleżanki, najpierw zobaczył nogi i pomyślał, że dziewczyny siedzą na sianie. Po chwili biegł z krzykiem po pomoc do rodziców Beaty. Na ratunek było za późno.
W poniedziałek na ulicach Boru widać zapłakane nastolatki. - Beata miała w przyszłym miesiącu świętować osiemnastkę, Anna był dopiero co po bierzmowaniu. Co im strzeliło do głowy? - załamuje ręce sąsiadka Beaty. Dla wszystkich podwójna śmierć jest szokiem, nikt nie chce nawet spekulować, dlaczego dziewczyny zdecydowały się popełnić samobójstwo. - Ładne dziewczyny, w szkole też im najgorzej nie szło, na rodzinę złego słowa nie mogę powiedzieć - wylicza mieszkaniec wsi.
Ale to właśnie sprawy rodzinne mogą być motywem podwójnego samobójstwa. Sprawę wyjaśniają policjanci. W poniedziałek przesłuchiwali rodzinę i znajomych. Mieli zabezpieczyć komputery i telefony zmarłych. Sekcja zwłok wykaże, czy w chwili śmierci były one pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Wiele wyjaśnią listy pożegnalne. Nieoficjalnie wiadomo, że dziewczyny żalą się w nich na problemy domowe.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków