To drugi już błyskawiczny proces, który odbył się z wniosku Tadeusza Wrony. Tym razem w trybie ustawy o referendum lokalnym domagał się od "inicjatora referendum" w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy sprostowania niektórych sformułowań zawartych w jednej z ulotek oraz konfiskaty kolportowanego w mieście kalendarza referendalnego.
Tadeusza Wronę najbardziej ubodły sformułowania o ogromnym zadłużeniu miasta i twierdzenie, że "koszty referendum pokrywane są z budżetu państwa" [są zapisane w budżecie miasta - przyp. red.].
Prezydent uznał, że reprezentantem "inicjatora referendum", czyli grupy osób, które doprowadziły do referendum, jest Sławomir Kocyga. Wraz z pełnomocnikiem Tadeusza Wrony, mecenasem Grzegorzem Grygą, niemal cały dzień spędziła w sądzie skarbnik miasta Ewa Wójcik. Z pokaźnym plikiem dokumentów miała świadczyć o kłamliwości twierdzeń o katastrofalnym stanie finansów Częstochowy.
Sąd ostatecznie oddalił wniosek Tadeusza Wrony. Powodem nie była treść kwestionowanych wydawnictw, a uznanie sądu, że Tadeusz Wrona nie udowodnił, że ulotki i kalendarz referendalny pochodzą od "inicjatora referendum" i jego przedstawiciela Sławomira Kocygi.
Podobnie jak w procesie przeciwko PiS Tadeusz Wrona występował jako obywatel, nie jako prezydent.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa