Każdy, kto otworzy internetową stronę Tadeusza Wrony - tę, której używa podczas kampanii referendalnej - od razu trafi na wyznanie Marandy, rzecznika prezydenckiej Wspólnoty Samorządowej: "Nie idę na ICH referendum, które szkodzi Częstochowie. Nie potrzebujemy komisarza z Katowic".
Tego samego argumentu Maranda użył podczas ubiegłotygodniowej sesji rady miasta, gdy uchwalany był apel do częstochowian, by 15 listopada wzięli udział w referendum. Tylko Wspólnota nie chciała takiego apelu - w referendum kluczowe znaczenie ma frekwencja, bo decyduje, czy głosowanie jest ważne (nam potrzeba ponad 30 tys. ważnych głosów).
- Ale skąd pomysł, że komisarz, który objąłby urząd po odwołaniu prezydenta, będzie z Katowic? - dziwi się Krzysztof Nowak, dyrektor wydziału nadzoru prawnego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim. - Kandydaci powinni znać tematykę samorządową, aby mogli podołać zadaniu - mówi Nowak. - Powinien znać także problemy gminy, którą przyjdzie mu czasowo rządzić. Nie znam przypadku, żeby w dużym mieście komisarz był przybyszem z zewnątrz. Także z finansowych względów - trzeba by mu było zapewnić mieszkanie, a to kosztuje - dodaje.
Maranda jednak wie swoje: - Skoro kandydatów premierowi przedstawia wojewoda, będzie to człowiek, który zadba o interesy Śląska, a nie Częstochowy.
- W czym to dbanie o śląskie interesy miałoby się przejawiać? - pytamy.
- Wystarczy, że teraz, gdy staramy się o duże środki unijne, nie zaangażuje się w lobbowanie na rzecz Częstochowy. Bierność już byłaby działaniem na szkodę miasta - uważa Maranda.
Jak zapewnia, nie miał najmniejszego zamiaru grać na częstochowsko-śląskich animozjach, wciąż gorących po likwidacji województwa częstochowskiego. - Ja te sprawy rozdzielam grubą kreską - zapewnia. - Jedynie pokazuję, co się może dziać, gdyby w Częstochowie rządził komisarz.
Komentarz
Nie wierzę w "grubą kreskę" w wykonaniu Marcina Marandy. Moim zdaniem niczego nie miała rozdzielać. Jej zadaniem było z siłą liny okrętowej połączyć referendum i ewentualne odwołanie prezydenta Tadeusza Wrony z morzem nieszczęść i krzywd, które miastu wyrządziły Katowice. Maranda postanowił w obronie swego pryncypała wykorzystać najgorętsze uczucia częstochowian, czyli tęsknotę za własnym województwem oraz obawy, co jeszcze możemy stracić na rzecz Śląska.
Wszyscy przecież wiedzą - a już na pewno Maranda - że niepowodzeniom Częstochowy winna jest wyłącznie niechęć urzędników z Katowic. Jest bezrobocie - bo urzędy przeniesiono do stolicy województwa, a tyle w nich było doskonałych posad. Nie dostaliśmy unijnego dofinansowania - bo w urzędzie marszałkowskim są nam nieprzychylni. Że wniosek był źle przygotowany? Niemożliwe, przecież jesteśmy świetni i wnioski mamy doskonałe. W ogóle jesteśmy doskonali, tylko ci na Śląsku tego nie doceniają.
Kampania wyborcza to zawsze czas dobry dla bajkopisarzy. Plany są zawsze śmielsze niż w rzeczywistości, przyszłość bardziej świetlana. Mam jednak wrażenie, że straszenie złymi Katowicami, z którymi przyjdzie nam żyć za Tadeusza Wrony i wielu jeszcze jego następców, to już nadmiar cynizmu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa