http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na Błesznie możemy zrobić sobie atrakcję turystyczną

Tadeusz Piersiak
2006-06-07, ostatnia aktualizacja 2006-06-08 00:00

Mało kto w Częstochowie wie, że na Błesznie mamy średniowieczny zabytek budownictwa obronnego: tak zwany gródek. Ponieważ znika w oczach, konserwator zabytków i miasto chcą go ratować i zrobić z niego atrakcję turystyczną

Konserwator Jacek Koj na miejscu gródka na Błesznie
Fot. Grzegorz Misiak / AG
Konserwator Jacek Koj na miejscu gródka na Błesznie
- Był to obiekt dość niepozorny, ale ważny w historii regionu, a także bardzo ciekawy z uwagi na unikatowe zespolenie z warunkami przyrodniczymi - mówi Zbigniew Bereszczyński, historyk z Opola, autor tekstu o tym zabytku w "Ziemi Częstochowskiej". - Zniszczenie go oznacza poważne zubożenie historyczno-kulturowego krajobrazu Częstochowy - dodaje.

Historyk pisze o zniszczeniu, bo dowiedział się o niwelacji terenu przez spychacz. Zaniepokojeni wybraliśmy się na miejsce z Jackiem Kojem, archeologiem z Urzędu Ochrony Zabytków. - Maszyna nie naruszyła powierzchni ziemi, przykryła ją tylko nową warstwą - ocenił. Stwierdził, że prace te były przeprowadzone przed kilku laty.

Właściciel chciał podzielić działkę między swoje dzieci, które miały się tu pobudować. Wtedy zasypał część fosy. - Nawet chcieliśmy pójść mu na rękę, wyznaczając lokalizację budynków poza obszarem grodziska. Ale i tak okazało się, że nie można tu budować, bo w pobliżu ma być prowadzony gazociąg - mówi Koj. Konserwatorzy nie wystąpili wówczas o wpisanie grodziska do rejestru zabytków, bo właściciel gruntu zagroził, że od decyzji się odwoła. Ówczesne prawo nie było tak rygorystyczne w stosunku do zabytków archeologicznych.

- Zasypanie fosy nie jest groźne - mówi archeolog. - Ważne jest, że to, co w ziemi, pozostaje nienaruszone. Choć teren zarasta i ślady grodziska są coraz mniej widoczne.

Do tego stopnia niewidoczne, że o zabytku ukrytym w ziemi nie wie nawet bezpośrednia sąsiadka. - Trochę to niesprawiedliwe - mówi Grażyna Całusińska - bo mamy teren, a nie można się na nim budować.

Koj uważa, że najlepiej byłoby, gdyby miasto wykupiło działki i odtworzyło fosy oraz zarysy gródka, może nawet postawiło drewnianą wieżę, która przypominałaby o kształcie budowli. Tym bardziej że położenie gródka jest bardzo piękne, więc mógłby się stać celem wycieczek.

- Miasto chętnie nada temu miejscu odpowiednią rangę i zadba o jego atrakcyjność - mówi Jarosław Kapsa z biura prasowego magistratu. - Tym bardziej że leży ono w obrębie wartościowych przyrodniczo Łąk Błesznieńskich, wyłączonych spod intensywnej zabudowy. Żeby jednak wykupić działkę z rąk prywatnych, musimy mieć argument prawny. Takim jak wpisanie grodziska do rejestru zabytków.

Koj już przygotowuje materiały do stosownego wniosku.

- Zarysy grodziska na Błesznie odkryłem w końcu lat 80. - mówi Jacek Koj. - Jakoś w tym czasie historyk Stanisław Kołodziejski, pisząc doktorat, odkrył w źródłach z pierwszej połowy XV w. zapisy o tym, że istniał tu dwór obronny z wieżą mieszkalną, należący do rodziny Bielów.

Grodzisko sąsiaduje ze źródełkiem, z którego wypływa niewielki strumyk. Przepływał przez fosę grodziska i nieco dalej łączył się z większym potokiem. - W granicach administracyjnych Częstochowy zachowało się jeszcze jedno grodzisko, będące średniowieczną siedzibą rycerską: na Mirowie, na lewym brzegu Warty (w odległości około pół kilometra na wschód od mostu) - informuje Zbigniew Bereszczyński. - I też należy je chronić. Wiem, że czynione tu były starania - na szczęście nieskuteczne - na rzecz wykupienia terenu na szczycie ostańca pod nowobogacką zabudowę!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Poleć znajomemu
  • Wykop
  • Wydrukuj
  • Kup licencję